Równocześnie – czytamy - Koalicja Obywatelska mierzy się z poważnymi zarzutami wobec Michała Kołodziejczaka, który został właśnie zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego.
Rada Naczelna PSL zebrała się w sobotę w Warszawie. Jednym z najważniejszych tematów stał się samorząd i obowiązujące od 2018 roku przepisy ograniczające możliwość pełnienia funkcji wójta, burmistrza lub prezydenta miasta do dwóch kadencji.
Ludowcy od dawna domagają się likwidacji tego ograniczenia.
– Chcemy zdynamizowania prac nad ustawą znoszącą dwukadencyjność w samorządach – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.
Prezes PSL argumentuje, że o tym, jak długo włodarz powinien pełnić swoją funkcję, powinni decydować sami mieszkańcy w wyborach.
Kosiniak-Kamysz postawił przy tym koalicjantom polityczny warunek.
– Jeżeli nie będzie zgody na zniesienie dwukadencyjności w samorządzie, to zaproponujemy dwukadencyjność posłów i senatorów – zapowiedział.
PSL stawia sprawę jasno: albo samorządowcy, albo parlamentarzyści
Dla ludowców jest to sprawa szczególnie istotna. PSL od dziesięcioleci opiera znaczną część swoich wpływów właśnie na strukturach samorządowych, lokalnych działaczach, wójtach, burmistrzach i radnych.
Limit dwóch kadencji został wprowadzony przez PiS przed wyborami samorządowymi w 2018 roku. Oznacza to, że część wieloletnich włodarzy, którzy zwyciężyli w 2018 i 2024 roku, bez zmiany prawa nie będzie mogła ponownie ubiegać się o urząd.
Kosiniak-Kamysz odwraca teraz argument zwolenników ograniczenia kadencji.
– Jeżeli ktoś uważa, że dwukadencyjność jest tak wspaniała, to niech zacznie od siebie – wynika z politycznego przesłania przedstawionego podczas Rady Naczelnej.
PSL chce więc postawić koalicjantów przed wyborem: albo parlament zniesie ograniczenia wobec samorządowców, albo ludowcy będą domagali się podobnych zasad wobec polityków zasiadających przez wiele kadencji w Sejmie i Senacie.
Sprawa może stać się jednym z poważniejszych testów dla koalicji przed kolejnymi wyborami samorządowymi. Dotyczy bowiem bezpośrednio politycznych zapleczy wszystkich dużych ugrupowań oraz wielu prezydentów miast, burmistrzów i wójtów sprawujących swoje funkcje od lat.
Podczas posiedzenia Kosiniak-Kamysz mówił także o inwestycjach lokalnych, obronie cywilnej, energetyce, rolnictwie i finansowaniu samorządów. Jednak to właśnie kwestia kadencyjności stała się najbardziej politycznym elementem wystąpienia lidera PSL.
Kołodziejczak zawieszony. Wraca też stary spór o Rosję
W tym samym czasie poważny problem pojawił się w klubie Koalicji Obywatelskiej.
Michał Kołodziejczak, poseł i były wiceminister rolnictwa, został ze skutkiem natychmiastowym zawieszony w prawach członka klubu KO po publikacji Kanału Zero, w której jego dwie byłe współpracownice przedstawiły ciężkie zarzuty dotyczące jego zachowania.
– Oczekujemy weryfikacji doniesień medialnych przez właściwe służby – poinformował szef klubu KO Zbigniew Konwiński.
Rzeczniczka klubu Dorota Łoboda napisała natomiast:
– Potępiamy zachowania, które zostały przedstawione w udostępnionych materiałach. Nie akceptujemy żadnej formy przemocy i wyrażamy solidarność z poszkodowanymi kobietami.
Byłe współpracownice Kołodziejczaka zarzucają mu m.in. agresywne zachowania, poniżanie, zastraszanie i przemoc. W opublikowanych materiałach pojawił się również wątek narkotyków oraz nagrania rozmów polityka z jedną z kobiet.
Sam Kołodziejczak odrzuca zarzuty, określając je jako „pomówienia”. Na tym etapie oskarżenia nie zostały potwierdzone prawomocnym rozstrzygnięciem sądu.
Zawieszenie jest jednak nową i istotną okolicznością. Klub KO nie ograniczył się do oczekiwania na rozwój wydarzeń, lecz podjął wobec byłego wiceministra formalną decyzję polityczną.
Przy tej okazji powraca również stary spór dotyczący stosunku Kołodziejczaka i AgroUnii do Rosji. Nie ma on związku z obecnymi zarzutami byłych współpracownic, ale przez lata był jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów politycznej działalności lidera AgroUnii.
Jeszcze przed pełnoskalową rosyjską inwazją na Ukrainę ruch Kołodziejczaka domagał się przywrócenia możliwości sprzedaży polskiej żywności na rynek rosyjski.
W 2019 roku Kołodziejczak tłumaczył ten postulat interesem ekonomicznym polskich rolników.
– Państwowe spółki mogą kupować węgiel z Rosji, a my, drobni polscy przedsiębiorcy, nie możemy tam sprzedawać – mówił.
Właśnie te wypowiedzi i postulaty sprawiły, że przeciwnicy polityczni zaczęli oskarżać AgroUnię o wpisywanie się w rosyjską narrację.
Były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski mówił w 2023 roku, że AgroUnia „czy tego chce, czy nie chce, wpisuje się w rosyjską propagandę”. Jeszcze ostrzej wypowiadał się Antoni Macierewicz, zarzucając Kołodziejczakowi postawę prorosyjską.
Były wiceminister zdecydowanie odrzucał te oskarżenia.
Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny zmienił także swoje stanowisko dotyczące relacji gospodarczych z Moskwą.
– Dzisiaj współpraca z Rosją jest przekreślona – mówił w sierpniu 2023 roku.
Co więcej, Kołodziejczak twierdził, że sam zwrócił się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, aby rozwiać pojawiające się wokół niego podejrzenia.
– Zgłosiłem się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z prośbą o ochronę kontrwywiadowczą. Między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem byłem w ABW przez kilka godzin przesłuchiwany przez funkcjonariuszy. Po tych rozmowach stwierdzili, że nie ma żadnych podejrzeń – mówił w TVN24 w 2023 roku.
To jednak relacja samego Kołodziejczaka. ABW publicznie nie przedstawiła komunikatu potwierdzającego szczegóły opisywanej przez niego rozmowy.
Warto też przypomnieć, że po rosyjskiej napaści na Ukrainę Kołodziejczak wielokrotnie występował przeciw handlowi z Rosją. W 2022 roku krytykował import rosyjskich warzyw, mówiąc o „wspieraniu reżimu Putina”.
Dziś dla koalicji Donalda Tuska bardziej bezpośrednim problemem jest co innego: jeden z jej najbardziej rozpoznawalnych polityków zajmujących się rolnictwem został zawieszony po ciężkich oskarżeniach, podczas gdy PSL jednocześnie rozpoczyna własną ofensywę w sprawie samorządów.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.