Aborcyjne aktywistki postawiły przy ul. Wiejskiej w Warszawie automat rozprowadzający tabletki poronne. Osoba, która skontaktuje się z organizacją, ma otrzymać kod otwierający skrytkę. Jak przekonują działaczki, w ten sposób proceder jest ich zdaniem legalny, ponieważ maszyna nie jest człowiekiem, a więc – w ich wątpliwej logice – nie dochodzi do pomocnictwa w aborcji. To oczywiście nieprawda.
- „Pomocnictwo ma bardzo szeroki zakres czynności sprawczych, które mogą wchodzić w grę – przekazywanie numeru do skrytki pocztowej, w której znajdują się leki, wysyłanie takich leków, organizowanie tych leków – to z pewnością mogłoby zostać zakwalifikowane jako pomocnictwo w dokonaniu aborcji i tu by wchodziło w grę zagrożenie karą pozbawienia wolności do lat trzech”
- wyjaśnił w rozmowie z Zero.pl mec. Paweł Matyja.
- „To wynika po prostu z Kodeksu karnego, tu żadnej tajemnicy nie ma”
- dodał.
Adwokat zaznaczył, że to sprawa do analizy nie tylko dla prokuratury, ale również Inspektoratu Farmaceutycznego. Tym bardziej, że w ramach swojej inicjatywy aktywistki rozprowadzają leki w Polsce niedopuszczone do obrotu.
- „Zagrożeń jest cała masa”
- przestrzega prawnik.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.