Polska

„Pośmiertnie człowieka zniszczono”. Apel ws. ks. Jankowskiego

„Ks. Jankowski, nie był ideałem, ja bym jemu pomnika nie stawiał, należę do jego oponentów, bo pewne czyny których byłem świadkiem, rozmijały się z obrazem kapłana jaki mam przed oczyma. Czemu więc wtedy, jak i teraz stanąłem w obronie jego dobrego imienia? Odpowiedź jest prosta, by nie dać przestrzeni na zło, rozlewane, w oparciu o pomówienia, bo zabrakło, tych co wiedzieli więcej niż ja, zawdzięczali wszystko a NIE »zachowali się jak trzeba«” – pisze w mediach społecznościowych Robert Kwiatek ze Stowarzyszenia Federacja Młodzieży Walczącej.

2 min czytania
Fot. Obibok Na Własny Koszt za: Wikipedia CC BY 3.0
Fot. Obibok Na Własny Koszt za: Wikipedia CC BY 3.0

Osiem lat temu Polską wstrząsnął reportaż „Gazety Wyborczej” opublikowany w dodatku „Duży Format”, w którym oskarżono tyleż legendarnego, co kontrowersyjnego kapelana „Solidarności” ks. Henryka Jankowskiego o wykorzystywanie seksualne dzieci. Zmarły w 2010 roku duchowny nie mógł się bronić, a publikacja reportażu wywołała lawinę działań, m.in. usunięcie jego pomnika i przemianowanie skweru jego imienia w Gdańsku. W obronie dobrego imienia ks. Jankowskiego stanęła jednak jego rodzina. 

18 września Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał prawomocny wyrok, zobowiązując wydawcę „Gazety Wyborczej” do publikacji przeprosin oraz wypłaty zadośćuczynienia na rzecz rodziny kapłana. W ocenie sądu, opublikowane w reportażu informacje bazowały wyłącznie na relacji jednej osoby i nie zostały poddane właściwej weryfikacji. 

- „Nie można dopuszczać tekstu opierającego się jedynie na tym co napisze dziennikarz na podstawie opowiadań jednej osoby p. Barbary Borowieckiej. Strona pozwanego nie potrafiła poza tą rozmową przedstawić innych wiarygodnych dowodów”

- wskazano w uzasadnieniu.

- „Dziennikarz, który przytacza czyjeś wypowiedzi działać musi w ramach wskazanej dziennikarskiej staranności, podejmując próbę oceny wiarygodności tej informacji. Sąd starał się dociec prawdy we własnym postępowaniu i stwierdził, że relacje pani Borowieckiej na łamach gazety o rzekomym samobójstwie przez wyskoczenie przez okno gdańskim Dolnym Mieście, 16-letniej Ewy, która miała być z księdzem w ciąży, okazały się nieprawdziwe i zarówno archiwa sądowe jak i milicyjne w latach 1967-70 nie zanotowały takiego zdarzenia”

- dodano.

W reakcji na ten wyrok powstało oświadczenie, którego sygnatariusze domagają się cofnięcia podjętych przez gdańskie władze decyzji w jego sprawie.  Tekst oświadczenia opublikował w mediach społecznościowych Robert Kwiatek.

Źródło: Facebook, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej