Pomysł wywołał krytykę publicystów Michała Wróblewskiego, Zbigniewa Parafianowicza i Jakuba Majmurka. Wątpliwości dotyczą jego zgodności z obowiązującym prawem, sposobu wskazywania osób przeznaczonych do wydalenia oraz możliwych konsekwencji dla polskiego rynku pracy.
Bocheński zapowiada deportacje, Kaczyński mówi o pomocy Ukrainie
Propozycję przedstawił wiceprezes PiS i europoseł Tobiasz Bocheński podczas konferencji programowej partii. Zapowiedział, że po powrocie ugrupowania do władzy deportacje miałyby objąć mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie mają legalnego zatrudnienia.
„Będą mieli okazję walczyć o swoją ojczyznę, żeby horror tej wojny się szybko zakończył” – powiedział Bocheński. Dodał, że państwo polskie ma w tym „kategorycznie i bezkompromisowo” pomóc.
Jarosław Kaczyński podkreślił natomiast, że „to nie jest deportacja wszystkich, tylko tych, którzy tutaj są, a nie pracują”. Prezes PiS przedstawił projekt jako wsparcie dla Kijowa w sytuacji problemów z mobilizacją nowych żołnierzy.
Według ustaleń Michała Wróblewskiego propozycję poprzedziły badania wskazujące, że może ją zaakceptować znaczna część Polaków. Jednym z jej najważniejszych zwolenników ma być Przemysław Czarnek, a projekt wspierają również Mariusz Błaszczak i Patryk Jaki.
Anonimowy rozmówca z PiS przekonywał na łamach WP: „Zdrowi, młodzi mężczyźni, również ci dobrze sytuowani, mogą walczyć z ruskimi, a nie korzystać z życia w innych krajach”.
Plany partii zakwestionował jednak Krzysztof Bosak. Wicemarszałek Sejmu zauważył, że nie można wydalić cudzoziemca przebywającego w Polsce legalnie tylko dlatego, że pozostaje bez pracy. „Najpierw trzeba by uchylić mu prawo do pobytu. Żeby to zrobić, trzeba mieć do tego podstawę prawną” – powiedział.
„Brygada Bumelantów” nie zmieni losów wojny
Zbigniew Parafianowicz z kolei zwrócił uwagę, że skala potencjalnej operacji może być znacznie mniejsza, niż sugeruje polityczna retoryka. W Polsce ma przebywać około 300 tys. ukraińskich mężczyzn w wieku od 25 do 60 lat, ale w urzędach pracy zarejestrowano jedynie około 11 tys. bezrobotnych obywateli Ukrainy – bez rozróżnienia na kobiety i mężczyzn.
Po uwzględnieniu płci oraz osób legalnie zwolnionych ze służby wojskowej grupa mogąca podlegać proponowanym działaniom mogłaby liczyć zaledwie kilka tysięcy ludzi. Parafianowicz nazwał ją ironicznie „Brygadą Bumelantów”.
„Losów wojny nie zmieni ani Legion Polski, ani Brygada Bumelantów” – ocenił publicysta. Zwrócił także uwagę na brak odpowiedzi na podstawowe pytanie: w jaki sposób państwo miałoby wyszukiwać Ukraińców, którzy pozostają bez legalnego zatrudnienia?
Podobne zastrzeżenia przedstawił Jakub Majmurek. Jak stwierdził, bezrobocie może być czasowe, szczególnie w budownictwie, rolnictwie i branżach sezonowych. Nie wiadomo również, jak przepisy traktowałyby studentów, osoby opiekujące się rodziną, niepełnosprawnych lub mężczyzn niezdolnych do służby wojskowej.
„Niepracujący Ukraińcy w wieku poborowym nie są źródłem żadnych istotnych społecznych problemów w kraju” – stwierdził Majmurek. Przywołał także wypowiedź wiceszefa MSWiA Macieja Duszczyka, według którego pracuje około 95 proc. przebywających w Polsce Ukraińców w wieku poborowym.
Publicysta ostrzegł, że groźba wydalenia natychmiast po utracie zatrudnienia mogłaby uczynić Ukraińców pracownikami drugiej kategorii, bardziej podatnymi na wyzysk. Mogłaby również skłonić część z nich do wyjazdu do innych państw, pogłębiając problemy demograficzne i kadrowe polskiej gospodarki.
Zdaniem Majmurka PiS próbuje rywalizować z Grzegorzem Braunem o antyukraińsko nastawionych wyborców. „Lider Korony zawsze będzie w stanie przelicytować partię Kaczyńskiego w antyukraińskim radykalizmie” – ocenił.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.