Podczas rozmowy Pełczyńska-Nałęcz ostrzegała przed konsekwencjami kryzysu demograficznego oraz malejącą liczbą osób pracujących na utrzymanie systemu emerytalnego.
„Jest coraz mniej młodych ludzi, coraz więcej seniorów, jeden z najgorszych systemów emerytalnych, jaki jest w Europie, jest w Polsce” – powiedziała.
Była minister oceniła, że politycy unikają trudnej debaty o przyszłości emerytur, obawiając się reakcji wyborców.
„Nikt nie ma odwagi powiedzieć ludziom prawdy, bo to jest trudna prawda” – stwierdziła.
Jej zdaniem bez zmian systemowych przyszli emeryci muszą liczyć się z poważnym obniżeniem poziomu życia.
„Ktoś zarabia dzisiaj 8 tys. zł, dostanie 2 tys., będzie nędzarzem, jeżeli się czegoś z tym nie zrobi” – ostrzegała.
„PTSD?” Sroczyński zaskoczony słowami o Donaldzie Tusku
Prowadzący rozmowę Grzegorz Sroczyński przypomniał, że Donald Tusk już raz zdecydował się na podwyższenie wieku emerytalnego, co według samego premiera przyczyniło się do wyborczej porażki Platformy Obywatelskiej.
„Tylko wie pani, premier już raz to ruszył, podwyższył wiek emerytalny i uważa do dzisiaj, że przez to przegrał wybory” – zauważył dziennikarz.
Pełczyńska-Nałęcz odpowiedziała, że politycy nie powinni kierować się wyłącznie obawą przed utratą władzy.
„Ale to na tym może polega sprawa, że nie zawsze ci sami muszą rządzić przez wieki. Bo jak dostaną po jednej takiej sytuacji PTSD, to potem sytuacja już jest...” – powiedziała.
Sroczyński natychmiast przerwał rozmówczyni.
„PTSD?” – dopytał.
„No, trochę tak to oceniam” – odpowiedziała była minister.
Dziennikarz upewnił się następnie, że polityk rzeczywiście miała na myśli zespół stresu pourazowego. Pełczyńska-Nałęcz potwierdziła, że użyła tego określenia.
W 2012 roku rząd PO-PSL zdecydował o stopniowym podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat. Reforma wywołała duży sprzeciw społeczny, a po zmianie władzy została cofnięta. Obecnie powszechny wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.