Tylko u nas

Paweł Chmielewski dla Frondy: Polski spokój, europejski terror

Na łamach niemieckiej „Die Welt” ukazał się znamienny artykuł. „Więcej Polaków padło ofiarą islamistów w Niemczech, niż w Polsce”, głosi tytuł. Jego autor Philipp Fritz opisuje zamach na tzw. Paradę Równości w Berlinie, do którego doszło 25 lipca. 21-letni Abdul B., syn imigrantów z Libanu, wjechał samochodem w tłum ludzi, a później zaatakował maczetą. Zabił obywatelkę Polski…

3 min czytania
Paweł Chmielewski
Paweł Chmielewski · fot. Zrzut ekranu via Youtube - PCh24TV · Polonia Christiana

Internauci w komentarzach powszechnie zwracali uwagę na fundamentalną różnicę pomiędzy Niemcami a Polską. Podczas gdy RFN zbiera dziś owoce kompletnie nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej, Polska pozostaje krajem bezpiecznym i wolnym od problemu islamskiego terroryzmu, piszą. To prawda, ale sytuacja w Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej jest tak naprawdę o wiele gorsza, niż mogłoby to wynikać z historii o zamachu na tzw. Paradę Równości. 


Wcześniej w Niemczech był 15 lipca. W ciągu jednego dnia doszło do aż trzech islamistycznych ataków. Najpierw media poinformowały o wydarzeniach w Trewirze. 22-letni Afgańczyk znienacka zaatakowała studenta, który szedł drogą pod kampusem uniwersyteckim. W biały dzień po prostu poderżnął mu gardło... Później gruchnęła wieść z Ruhpolding, niewielkiego miasteczka w Bawarii. Inny Afgańczyk wyciągnął ostre narzędzie w okolicach dworca i zaczął dźgać przypadkowych przechodniów. Na szczęście nikogo nie zabił. Wreszcie doszło do ataku w Dreźnie. Tam za broń chwycił 41-letni Turek. Mężczyzna najpierw groził sąsiadom, mówiąc, że spadnie na nich kara za niewierność wobec islamu. Później pojechał pod supermarket w centrum miasta i kiedy zauważył patrol policji, zaczął strzelać - w imię Allaha. Podkreślam, to wszystko stało się w ciągu jednego dnia...


Niemcy nie są odosobnione, ten sam problem pojawia się też w innych krajach. 28 lipca przeglądając social media natrafiłem na krótki film jakiegoś Polaka, który zachwalał Paryż. Siedzi w kawiarni przy ruchliwej ulicy, spokój, porządek i cisza. Pięknie, prawda? Problem w tym, że kilka godzin później na innej paryskiej ulicy po prostu się zagotowało. Pojawił się tam mężczyzna o bliskowschodnich rysach uzbrojony w dwa noże. Biegał, dopadając do przypadkowych kobiet i dźgał je w plecy albo okolice brzucha. Zranił trzy z nich, jedną w ciąży. Nie było ofiar śmiertelnych, bo przechodniom udało się go obezwładnić. Kiedy leżał już na ziemi, mówił, że to Allah kazał mu zabijać paryskie kobiety.


Ta sytuacja to kompletny obłęd. Nie ma bezpiecznych miejsc: europejskie stolice, jak Berlin i Paryż; miasta średniej wielkości, jak Trewir i Drezno; niewielkie miejscowości, jak Ruhpolding… Wszędzie można spotkać islamistę, który postanowi akurat tego dnia prowadzić dżihad przeciwko nieuzbrojonym, spokojnym mieszkańcom, kobietom, mężczyznom, dzieciom, bez różnicy – zabijać dla samego zabijania, w imię chorej ideologii.


Czy ten problem da się jeszcze rozwiązać? Znamienna jest reakcja niemieckich „elit” politycznych. Po zamachu na tzw. Paradę Równości wypowiedziała się pani Sophie Koch, pełnomocnik rządu RFN ds. queerowych. W rozmowie z „Rheinische Post” stwierdziła, że odpowiedzią na wydarzenia z Berlina musi być… walka z prawicową mową nienawiści. To nie żart, ona naprawdę to mówiła! Według Koch konieczna jest zmiana niemieckiej konstytucji, tak, by objąć większą ochroną „queerowców”, bo to zapewni im odporność na ewentualne rządy prawicowych nienawistników; trzeba też uwrażliwić społeczeństwo na problematykę środowiska LGBT, bo dziś „coraz młodsi” prawicowcy wykazują się agresywną postawą. Kiedy dziennikarz zapytał ją konkretnie o przypadek islamistycznego zamachu, zmieniła temat. 


Fakty nie mają znaczenia. Chociaż to islamistyczna ideologia sprowadzona razem z masową imigracją odpowiada za terror, jedyna odpowiedź na problem brzmi: walczyć z prawicowcami. Jeżeli tak ma wyglądać europejskie rozwiązanie problemu islamskiej przemocy, to pozostaje życzyć powodzenia – i traktować kraje, które nie chcą nic zrobić z tym problemem, jako strefy podwyższonego ryzyka, gdzie jeździ się tylko z konieczności. 


Również Polska jest poddawana presji migracyjnej. Kryzys demograficzny sprawia, że potrzeba rąk do pracy i pojawia się naturalna skłonność, by sprowadzać pracowników z odległych państw. Niezależnie od tego, kto obejmie rządy po wyborach w 2027 roku, wyborcy muszą wytyczyć nienaruszalną zasadę: nie ma zgody na islamską migrację. Krótkoterminowe korzyści gospodarcze nie są warte tego, by zmienić strukturę społeczną Polski i doprowadzić do zniszczenia tego, na co dziś obywatele państw zachodniej Europy patrzą z zazdrością: wyjątkowego bezpieczeństwa.

Źródło: Paweł Chmielewski. Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej