– Jak słyszę, że ktoś mówi o szerokim dostępie do broni i próbuje otwierać tę dyskusję, ktoś, czyli prezydent, to myślę, że powinien potężnie puknąć się w głowę – powiedziała Nowacka.
Minister dodała:
– Rozumiem, że on kocha Trumpa, ale my kochamy Polskę i musimy być bardzo rozważni, również nawet w takich wypowiedziach.
Nowacka przekonywała, że nie powinno dochodzić do rozszerzania dostępu do broni. Mówiła też o „radykalizacji młodzieży”, kryzysie zdrowia psychicznego oraz konieczności większej kontroli tego, co dzieje się w internecie.
Co naprawdę powiedział Nawrocki?
Problem w tym, że wcześniejsze stanowisko prezydenta było bardziej ostrożne, niż wynikałoby z wypowiedzi szefowej MEN. Karol Nawrocki podczas otwarcia strzelnicy w Bogutach-Piankach nie proponował nieograniczonego dostępu do broni, lecz mówił o potrzebie rozpoczęcia „publicznej dyskusji o odpowiedzialnym dostępie do broni”.
– Sama broń nie daje bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo daje dopiero wyszkolony i odpowiedzialny człowiek, który tej broni używa – mówił prezydent.
Nawrocki zwracał uwagę, że w Polsce około 1 proc. obywateli posiada dostęp do broni i umiejętność posługiwania się nią, a w części innych państw europejskich odsetek ten jest wyższy.
Tymczasem sam dramat w Ostrołęce nie był atakiem z użyciem broni palnej. 19-letni uczeń Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 zaatakował nożem dziewięć osób – pięciu uczniów, dwóch nauczycieli i dwie osoby postronne. W jego plecaku znaleziono ponadto domowej konstrukcji ładunek wybuchowy.
Prokurator krajowy Dariusz Korneluk poinformował, że ładunek „prawie został zdetonowany”. Życiu rannych nie zagraża niebezpieczeństwo.
Wypowiedź Nowackiej przeniosła więc dyskusję z kwestii bezpieczeństwa szkół, radykalizacji młodych ludzi i wydarzeń w Ostrołęce na polityczny pieniactwo charakterystyczne dla polityków obecnej ekipy rządzącej.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.