Jak informuje „Rzeczpospolita”, pieniądze miały związek z wierzytelnościami PKOl wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Kolejne umowy zawarto także z Ewą Bachańską oraz spółką Massimo Found. PKOl przekonuje, że operacje miały poprawić płynność finansową przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu i nie wiązały się z żadnym wynagrodzeniem dla finansujących.
Prokuratura potwierdza: ten wątek jest badany
Prokuratura Regionalna w Gdańsku potwierdza, że kwestia tych umów znajduje się w materiale śledztwa.
– „Nie udzielamy szczegółowych informacji na temat ustaleń śledztwa. Potwierdzam jedynie, że taki wątek jest częścią tego śledztwa” – przekazał prok. Mariusz Marciniak.
Sam PKOl podkreśla, że żona prezesa występowała jako osoba prywatna i nie otrzymała żadnej korzyści finansowej.
– „PKOl otrzymał 100 proc. kwoty objętej umową, a p. Agnieszka Piesiewicz nie otrzymała z tytułu zawarcia umowy żadnego wynagrodzenia” – poinformował komitet.
Podobnie miało być w przypadku pozostałych podmiotów.
Radca prawny Robert Nogacki ocenił, że z ekonomicznego punktu widzenia takie rozwiązanie przypominało nieoprocentowaną pożyczkę pomostową.
– „Skoro komitet dostał 100 proc., a druga strona nie wzięła wynagrodzenia, to ekonomicznie była to nieoprocentowana pożyczka pomostowa” – stwierdził.
Według niego PKOl mógł w ten sposób zaoszczędzić nawet 20–30 tys. dolarów odsetek. Prawnik zwrócił jednak uwagę na nietypowy charakter całej sytuacji.
– „Tu ktoś oddał czas za darmo, a w organizacji żyjącej z publicznego zaufania pytanie ‘dlaczego za darmo’ jest ważniejsze niż pytanie ‘ile’” – powiedział.
Na obecnym etapie samo prowadzenie śledztwa nie oznacza, że doszło do przestępstwa. Prokuratura bada jednak okoliczności zawarcia umów oraz ich znaczenie w szerszym postępowaniu dotyczącym PKOl, Polskiego Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.