Uwaga

Miliony dla PKOl od osób prywatnych. Prokuratura bada także wpłatę żony prezesa

Polski Komitet Olimpijski w 2024 roku pozyskał ponad 5,8 mln zł finansowania od trzech prywatnych podmiotów. Jedną z osób, które przekazały środki, była Agnieszka Piesiewicz, żona prezesa PKOl Radosława Piesiewicza. Jej umowa opiewała na 535 tys. dolarów, czyli blisko 2,2 mln zł. Sprawą zajmuje się Prokuratura Regionalna w Gdańsku, która bada szerszy wątek możliwych nieprawidłowości finansowo-gospodarczych w polskim sporcie.

2 min czytania
Centrum Olimpijskie
Centrum Olimpijskie · fot. Screenshot - YouTube - POLATANE

Jak informuje „Rzeczpospolita”, pieniądze miały związek z wierzytelnościami PKOl wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Kolejne umowy zawarto także z Ewą Bachańską oraz spółką Massimo Found. PKOl przekonuje, że operacje miały poprawić płynność finansową przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu i nie wiązały się z żadnym wynagrodzeniem dla finansujących.

Prokuratura potwierdza: ten wątek jest badany

Prokuratura Regionalna w Gdańsku potwierdza, że kwestia tych umów znajduje się w materiale śledztwa.

– „Nie udzielamy szczegółowych informacji na temat ustaleń śledztwa. Potwierdzam jedynie, że taki wątek jest częścią tego śledztwa” – przekazał prok. Mariusz Marciniak.

Sam PKOl podkreśla, że żona prezesa występowała jako osoba prywatna i nie otrzymała żadnej korzyści finansowej.

– „PKOl otrzymał 100 proc. kwoty objętej umową, a p. Agnieszka Piesiewicz nie otrzymała z tytułu zawarcia umowy żadnego wynagrodzenia” – poinformował komitet.

Podobnie miało być w przypadku pozostałych podmiotów.

Radca prawny Robert Nogacki ocenił, że z ekonomicznego punktu widzenia takie rozwiązanie przypominało nieoprocentowaną pożyczkę pomostową.

– „Skoro komitet dostał 100 proc., a druga strona nie wzięła wynagrodzenia, to ekonomicznie była to nieoprocentowana pożyczka pomostowa” – stwierdził.

Według niego PKOl mógł w ten sposób zaoszczędzić nawet 20–30 tys. dolarów odsetek. Prawnik zwrócił jednak uwagę na nietypowy charakter całej sytuacji.

– „Tu ktoś oddał czas za darmo, a w organizacji żyjącej z publicznego zaufania pytanie ‘dlaczego za darmo’ jest ważniejsze niż pytanie ‘ile’” – powiedział.

Na obecnym etapie samo prowadzenie śledztwa nie oznacza, że doszło do przestępstwa. Prokuratura bada jednak okoliczności zawarcia umów oraz ich znaczenie w szerszym postępowaniu dotyczącym PKOl, Polskiego Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki.

Źródło: mp/Rzeczpospolita, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej