Szef BBN Bartosz Grodecki zażądał od ministra Marcina Kierwińskiego jednoznacznego potwierdzenia lub zdementowania doniesień i – jeśli operacja rzeczywiście jest przygotowywana – wskazania jej podstawy prawnej. Sama perspektywa użycia policji wobec konstytucyjnego organu państwa bez wcześniejszego publicznego przedstawienia podstaw prawnych musi budzić poważny sprzeciw. Państwem prawa nie można zarządzać metodą faktów dokonanych i policyjnej demonstracji siły.
Na razie nie ma publicznego potwierdzenia, że decyzja o takiej operacji rzeczywiście zapadła. I właśnie dlatego reakcja Pałacu Prezydenckiego jest istotna. Jeśli doniesienia okażą się nieprawdziwe, MSWiA może przeciąć spekulacje jednym komunikatem. Jeśli jednak przygotowywane są działania mające ingerować w funkcjonowanie Trybunału, rząd powinien przedstawić ich konkretną podstawę prawną. Konstytucyjna zasada legalizmu nie pozwala organom państwa działać według reguły „co nie jest zabronione, jest dozwolone” – władza publiczna może podejmować wyłącznie działania, do których została prawnie umocowana.
Pałac pyta wprost: jaka jest podstawa prawna?
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki poinformował, że zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego w związku z informacjami o możliwych działaniach służb wobec Trybunału Konstytucyjnego.
– „Jeżeli takie działania są planowane, Prezydent RP oczekuje przedstawienia ich podstaw prawnych oraz faktycznego uzasadnienia” – napisał Grodecki.
Szef BBN przypomniał przy tym fundamentalną zasadę państwa prawa:
– „Każde działanie służb wobec konstytucyjnego organu państwa musi mieć jasną podstawę prawną”.
To zdanie powinno właściwie zamykać dyskusję. Policja nie może być narzędziem rozwiązywania politycznego konfliktu o kształt Trybunału Konstytucyjnego. Niezależnie od tego, jak obecny skład TK oceniają Donald Tusk, Waldemar Żurek czy większość parlamentarna, Trybunał pozostaje organem wymienionym w Konstytucji, a jego prezesem jest Bogdan Święczkowski. Oficjalna strona TK wskazuje, że został on powołany na prezesa Trybunału 9 grudnia 2024 roku.
Konstytucja w art. 7 stanowi jasno, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Zasada ta ma chronić obywateli i instytucje państwa właśnie przed arbitralnością aparatu władzy. Jak przypominały materiały sejmowe, kompetencji organu państwowego nie wolno domniemywać – musi ona wynikać z konkretnego przepisu.
Dlatego szczególnie niepokojące byłoby potwierdzenie informacji, że celem policyjnych działań miałoby być fizyczne uniemożliwienie Święczkowskiemu wejścia do budynku TK. Tak poważna ingerencja nie może opierać się na politycznej interpretacji tego, kto – zdaniem rządu – powinien kierować Trybunałem.
Co więcej, policja pojawiała się już w tym roku w siedzibie TK. W lipcu funkcjonariusze zostali wezwani po tym, jak sędziowie Marcin Dziurda i Krystian Markiewicz nie zostali wpuszczeni na Zgromadzenie Ogólne. Policjanci spisali wówczas osoby uczestniczące w zdarzeniu, a na miejscu pojawił się również prokurator.
Tamta sytuacja pokazuje, jak łatwo spór ustrojowy może zostać przeniesiony z sal sądowych i parlamentu na poziom fizycznej obecności służb mundurowych. To wyjątkowo niebezpieczny kierunek.
Zamiast prawa – presja i atmosfera strachu? W tle sprawa Berka
Rząd Donalda Tuska od początku swojej kadencji przekonuje, że „przywraca praworządność”. Jeżeli jednak metodą tego przywracania miałoby być wysyłanie policji do konstytucyjnych instytucji lub tworzenie atmosfery, w której ich kierownictwo nie wie, czy następnego dnia zostanie wpuszczone do własnego miejsca pracy, trudno mówić o odbudowie zaufania do państwa.
Takie działania – nawet jeśli na razie funkcjonują jedynie jako nieoficjalnie zapowiadany scenariusz – budują atmosferę presji i niepewności. Państwo prawa powinno działać dokładnie odwrotnie: decyzje władzy muszą być przewidywalne, oparte na jasnych przepisach i poddane kontroli prawnej.
Spór staje się jeszcze bardziej znaczący w związku z wyborem do TK Macieja Berka, do niedawna jednego z najbliższych współpracowników Donalda Tuska.
Berek sam mówił:
– „Przez ponad 20 lat byłem wpisany na listę radców prawnych, a przez 17 lat wykonywałem zawód”.
Pałac Prezydencki wskazuje jednak, że przedstawione dotychczas dokumenty nie usunęły wszystkich wątpliwości dotyczących spełnienia wymogu co najmniej dziesięcioletniego wykonywania zawodu radcy prawnego. W piśmie Kancelarii Prezydenta zwrócono uwagę, że zaświadczenie OIRP potwierdza okresy zgłoszone w ewidencji, ale – zdaniem Pałacu – nie przesądza jeszcze w sposób wystarczający, czy wymagany ustawą staż został udokumentowany tak, jak powinien.
Sam Berek utrzymuje, że wszystkie wymagania spełnia.
– „Mam 17 lat wykonywania zawodu radcy prawnego” – zapewniał w TVN24.
Właśnie dlatego właściwą drogą jest wyjaśnienie dokumentów, procedury wyboru i wszystkich wątpliwości prawnych – a nie tworzenie presji na prezydenta czy atmosfery siłowego przejmowania instytucji.
Szczególnie że kandydatura Berka ma także oczywisty wymiar polityczny. Jeszcze niedawno był ministrem w rządzie Donalda Tuska i szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów. Trudno więc nie dostrzec paradoksu: obóz, który przez lata oskarżał poprzedników o „upolitycznienie” Trybunału, kieruje do niego człowieka jeszcze chwilę wcześniej zajmującego jedno z kluczowych stanowisk w rządzie.
Jeżeli doniesienia o przygotowaniach do policyjnej ingerencji w TK się potwierdzą, rząd będzie musiał odpowiedzieć na znacznie poważniejsze pytanie niż to, kto powinien zasiadać w Trybunale. Chodzi o to, czy władza uważa, że polityczny cel pozwala jej najpierw działać, a dopiero później szukać prawnego uzasadnienia.
Tak nie funkcjonuje demokratyczne państwo prawa. I właśnie dlatego prezydent ma prawo – a wręcz obowiązek – domagać się jasnej odpowiedzi od MSWiA, zanim policjanci staną przed drzwiami kolejnej konstytucyjnej instytucji.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.