Ukraina

Marek Magierowski: „Prorosyjskość” stała się nowym „antysemityzmem”

Władze Izraela przez dziesięciolecia budowały narrację, w ramach której każdą formę krytyki swoich poczynień przedstawiały jako „antysemityzm”. Teraz podobny mechanizm wykorzystują władze Ukrainy, oskarżając o „prorosyjskość” wszystkich, z którymi się nie zgadzają.

2 min czytania
Fot. screenshot: YouTube (didaskalia)
Fot. screenshot: YouTube (didaskalia)

Na łamach Wirtualnej Polski uwagę na wykorzystywanie tego mechanizmu przez Kijów zwraca były ambasador Polski w Izraelu i Stanach Zjednoczonych Marek Magierowski. 

- „Nikt nie odbierze Zełenskiemu zasług w podtrzymaniu ukraińskiej suwerenności. Trudno z tym faktem polemizować. Niemniej coraz bardziej irytujący ton jego wypowiedzi, coraz jaskrawsza arogancja - przekłamana, czasami wręcz odstręczająca narracja historyczna, powoli nadwerężają jego wizerunek i to nie tylko w Polsce”

- zauważa dyplomata.

- „Zełenski zdaje sobie z tego sprawę. Ma jednak w zanadrzu broń, którą i on, i jego najbliżsi współpracownicy już wykorzystywali w ciągu ostatnich czterech lat, lecz teraz będzie ona przez nich eksploatowana z jeszcze większą częstotliwością. Otóż każda krytyka obecnych władz w Kijowie, nawet najłagodniejsza, może zostać zdefiniowana - przez samego Zełenskiego, jego ministrów, zastępy dziennikarzy i internetowych anonimów - jako wyraz >>prorosyjskości<<”

- dodaje.

Ukraina uczy się od Izraela 

Magierowski podkreśla, iż „możemy się spodziewać, że Zełenski będzie regularnie sięgał po to samo narzędzie, którego od dawna używają Izraelczycy: >>Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam<<”.

- „W oczach Benjamina Netanjahu państwo żydowskie desperacko walczy o przetrwanie, a każde nieprzychylne zdanie na temat jego polityki ociera się o antysemityzm. W oczach Zełenskiego o przetrwanie walczy także Ukraina, a kto w nią uderza, kto wstrzymuje kolejne transze pomocy, kto nie przyjmuje jej wersji historii rzezi wołyńskiej, kto blokuje akcesję do Unii Europejskiej - działa ramię w ramię z Kremlem”

- wyjaśnia. 

Stwierdza też, że „niestety wielu europejskich polityków - zapatrzonych w kijowskiego Churchilla / Mandelę / Wałęsę - jest gotowych tę retorykę naśladować”.

- „A wówczas zaczniemy się systematycznie przesuwać w stronę niebezpiecznej granicy, poza którą krytyka Ukrainy będzie równoznaczna z "negacjonizmem" rosyjskiej agresji”

- podsumowuje autor.

 

Źródło: Wirtualna Polska, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej