Na koniec 2025 roku mediana zadłużenia konsumenta wynosiła 4931 zł. Tymczasem mediana wynagrodzenia osiągnęła 7907,20 zł brutto, czyli według wyliczeń KRD około 5720 zł na rękę. Oznacza to, że typowa zaległość odpowiadała już 86 proc. miesięcznej wypłaty netto.
To dane, których rząd Donalda Tuska nie powinien przykrywać opowieściami o dobrych wskaźnikach makroekonomicznych albo budowaniu własnego statku kosmicznego. Wzrost średniego wynagrodzenia niewiele znaczy dla człowieka, który po opłaceniu mieszkania, rachunków, żywności, rat i kosztów leczenia nie ma z czego spłacić zaległości. Statystyki KRD pokazują, że problem nie dotyczy wyłącznie osób bez pracy ani najmniej zarabiających. Najbardziej zadłużone są grupy znajdujące się teoretycznie w szczycie aktywności zawodowej.
Pensja nie wystarcza nawet na spłatę samego długu
Najtrudniejsza sytuacja dotyczy osób w wieku od 45 do 64 lat. W grupie 55–64 lata mediana zaległości odpowiada 115 proc. miesięcznego wynagrodzenia netto, a wśród osób od 45 do 54 lat – 114 proc. pensji. Nawet oddanie wierzycielom całej wypłaty nie pozwoliłoby więc zamknąć długu w ciągu jednego miesiąca.
– Osoby w średnim wieku, choć zarabiają najwięcej, odpowiadają też za najwyższe długi. Spłacają kredyty hipoteczne, utrzymują dzieci, finansują ich edukację, a często także wspierają starzejących się rodziców. To zobowiązania, które narastały miesiącami, a czasem latami – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes Kaczmarski Inkasso, cytowany w analizie KRD.
Jego słowa dobrze opisują grupę, na której państwo opiera znaczną część wpływów podatkowych i składkowych. To ludzie pracujący, wychowujący dzieci i utrzymujący rodziny. Tymczasem polityka rządu Tuska nie przyniosła dotąd przełomu w kosztach mieszkań, energii, leczenia czy codziennych zakupów. Gabinet może przedstawiać wzrost nominalnych wynagrodzeń jako sukces, ale dług jest zapisem tego, czego nie widać w propagandowych zestawieniach: braku pieniędzy pomiędzy kolejnymi wypłatami.
Szczególnie dramatyczne różnice widać w regionach. W siedmiu województwach mediana zaległości przewyższa miesięczną pensję netto. W województwie świętokrzyskim typowy dług wynosi 5818 zł przy wynagrodzeniu na poziomie 5305 zł. Na Podkarpaciu jest to odpowiednio 5750 zł i 5272 zł, w Lubuskiem – 5979 zł i 5511 zł, a w Lubelskiem – 5833 zł i 5414 zł. Do tej grupy należą także województwa warmińsko-mazurskie, opolskie i kujawsko-pomorskie.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w części powiatów. W powiecie tomaszowskim w województwie łódzkim mediana zadłużenia sięga 7308 zł, podczas gdy mediana wynagrodzenia netto wynosi 5137 zł. Dług jest więc o około 42 proc. wyższy od miesięcznej wypłaty. Podobne proporcje odnotowano w powiatach lubańskim, kamiennogórskim i oleckim.
– Dłużnicy pochodzący z tych regionów są w skrajnie niekorzystnym położeniu. Ich pensje nie starczają na pokrycie zobowiązań, nie wspominając o kosztach utrzymania – podkreśla Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
W Wałbrzychu typowe zaległości wynoszą 8059 zł przy wynagrodzeniu netto na poziomie 5552 zł, a w Świętochłowicach – 8168 zł przy pensji 5635 zł. W obu miastach dług odpowiada około 145 proc. miesięcznych zarobków. Oznacza to, że nawet człowiek przeznaczający całą pensję na spłatę zobowiązań nadal zostałby z zaległością – i jednocześnie bez środków na żywność, mieszkanie czy rachunki.
Najlepiej wypada województwo mazowieckie, gdzie mediana wynagrodzenia netto wynosi 6457 zł, a zadłużenia 4636 zł, ale nawet tam przeciętny dług pochłania jednak 72 proc. wypłaty, więc trudno mówić o sytuacji komfortowej.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.