Jak nie zwariować z dziewiątką dzieci w dziesiątej ciąży? - zdjęcie
20.11.13, 15:36Tata z dziećmi (fot. Dynamix/Sxc.hu)

Jak nie zwariować z dziewiątką dzieci w dziesiątej ciąży?

20

Justyna Walczak z Trójmiasta byłaby całkiem zwykłą matką, gdyby nie fakt, że grono jej pociech to już okrągła dziesiątka. Właściwie, autorka książki „Dom pełen kosmitów. Jak nie zwariować z dziewiątką dzieci w dziesiątej ciąży?” jest kobietą zwykłą-niezwykłą. Jest niesamowita, bo urodzić dziesiątkę dzieciaków, kiedy standardową polską normą jest model dwa+dwa to nie lada wyczyn. Jest tym bardziej niezwykła, że ze swojego wielokrotnego macierzyństwa nie robi histerii – nie obnosi się triumfalnie z brzuchem, w którym właśnie rośnie dziesiąta pociecha, nie spogląda pogardliwie na małżeństwa z jedynakami, nie nawołuje do płodzenia dzieci. Jest też niezwykła z tak prozaicznego, a być może często niedocenianego względu, że potrafi zapanować nad tą gromadą – nie robi z siebie męczennicy, która musi ugotować sześć kilogramów ziemniaków na obiad albo zrobić piąte tego dnia pranie. I być może właśnie dlatego, że traktuje tą swoją „ponadnormową” rodzinę jako coś całkiem oczywistego i jak najbardziej normalnego, jest taka zwykła?

Ile razy dziennie wstawia pralkę Karolina Elbanowska, matka sześciorga dzieci? - pomyślała nad którymś z rzędu praniem Dorota Łosiewicz, dziennikarka i mama trójki pociech. Wyszło jej, że dwa razy częściej niż ona. Potem pojawiły się pytania o takie całkiem przyziemne sprawy – ile bochenków chleba dziennie zjadają wielodzietni, ile kilogramów marchewki do zupy trzeba obrać, ile zgrzewek mąki i wody pochłania całe to towarzystwo. Łosiewicz chwyciła za telefon do Elbanowskiej i tak powstał artykuł o wielodzietnych, który jakiś czas temu ukazał się na łamach tygodnika „W sieci”. Bohaterami tekstu byli także Walczakowie z Trójmiasta, którzy właśnie dowiedzieli się, że oczekują narodzin dziesiątego dziecka. Tak zawiązała się nić sympatii pomiędzy rodziną a Dorotą Łosiewicz, owocująca niemal codzienną korespondencją. A że elektroniczne listy były na tyle zabawne, a jednocześnie ciepłe i mądre, że szkoda było, aby tak po prostu przepadły. Łosiewicz pokazała próbkę korespondencji Igorowi Zalewskiemu z The Facto, a efekt właśnie trafił do księgarń w postaci „Domu pełnego kosmitów”.

Książkę Walczak czyta się właściwie jednym tchem. To taki jakby pamiętnik wielodzietnej mamy, która z niezwykłą lekkością i humorem opisuje perypetie swojej rodziny. A tych, jak to przy dziesiątce indywidualistów, jest co niemiara. Jest więc nieco o łamaniu nóg i rąk (i Bóg wie, czego jeszcze!), wizytach na pogotowiu, szkolnych dylematach i nieudolnościach systemu oświaty, o logistycznych wyzwaniach, jakimi są codzienne transporty do szkoły i wyjazdy na wakacje, o górach prania i stertach do prasowania, gotowaniu porcji dla zastępu wojska (a i tak wiecznie ktoś narzeka, że mu mało!). Jest o pierwszych miłościach, rozbitych kolanach, młodzieńczych frustracjach, ale i cała masa o radości, jaką daje taka gromadka (bo przecież radości pomnożonej przez dziesięć!). Walczak bawi do łez, ale i wzrusza (na przykład kiedy pisze o pomysłach dzieciaków na koszulkę dla taty). Pokazuje taką piękną normalność w nienormalności (bo tak postrzegane są wciąż rodziny wielodzietne. Niestety, w naszym kraju jest takie spojrzenie - duża rodzina to na pewno patologia. Rodzice są pewnie niewykształceni, więc nie wiedzą jak się zabezpieczyć przed ciążą. Kolejne ciąże to pewnie wpadka. Kto normalny świadomie zdecyduje się na tyle dzieci?” - mówiła w rozmowie z portalem wsumie.pl autorka książki.

W tym samym wywiadzie zdradziła, po co w ogóle zabrała się do pisania. „Chciałam pokazać, że nie jestem kobietą udręczona i nieszczęśliwą. Przez większość czasu jestem kobietą bardzo zadowoloną. Oczywiście są chwile gdy mam „muchy w nosie” i myślę o tym w co się wpakowałam, ale przede wszystkim jestem spełniona i zadowolona. Chciałam dać mamom znać, żeby się nie bały mieć więcej dzieci” - mówiła Walczak. I to chyba najważniejsze przesłanie, jakie płynie z „Domu pełnego kosmitów” - być może życie w wielodzietnej rodzinie wymaga większego nakładu wysiłków i starań, być może jest jedną, wielką, nieprzestającą się kręcić karuzelą, ale jest naprawdę fajne!

Walczak unika autorytarnego tonu, połajanek, nachalnego moralizowania i nakazującego tonu, by Polki rodziły dzieci, bo nie będzie komu płacić na nasze emerytury. Owszem, wspomina, że dziś wielodzietnych traktuje się jak siedliska patologii a obowiązujący społecznie model jest zgoła inny, ale robi to z humorem i lekkością. Warto przeczytać a później podsunąć małżonkowi. Zwłaszcza polecam tym wszystkim, którzy mają jedno albo dwójkę dzieci i uważają, że rozsypane klocki w przedpokoju i ściana pomazana w kwiatki to koniec świata.

Marta Brzezińska-Waleszczyk

Justyna Walczak, „Dom pełen kosmitów. Jak nie zwariować z dziewiątką dzieci w dziesiątej ciąży?”
Wydawnictwo The Facto,
Warszawa 2013 

Komentarze (20):

anonim2013.11.20 16:10
Wielodzietność nie łączy się z patologią. To jakieś chore, pseudopostępowe stwierdzenie, że gdzie jest więcej niż 2 dzieci jest już patologia. To życie na kocią łapę, rozwody, konkubinaty są patologią. Najczęściej w takich środowiskach słychać huk lecących krzeseł i bitych flaszek po wódce. A co do wychowania dużej liczby dzieciaczków, to człowiek może się do wszystkiego przyzwyczaić. Teraz przyzwyczailiśmy się do niesamowitej wygody, konsumpcjonizmu, bo żyjemy w epoce poprzemysłowej. Kiedyś w kamienicy gnieździły się wielodzietne rodziny, często biedne, a wychodził z nich ludzie wielcy i wspaniali. teraz mamy wielkie możliwości, a nam się nie chce. Wolimy wakacje w Egipcie albo w Hiszpanii. Wolimy luksusy i przepych, a nie skromne życie i oszczędzanie.
anonim2013.11.20 16:27
@Fascination Znowu wylewa pomyje na Macierzyństwo i kobiecość. Niechw końcu zamilknie na wieki wieków!! PS: Amen!!
anonim2013.11.20 16:46
"Zwłaszcza polecam tym wszystkim, którzy mają jedno albo dwójkę dzieci i uważają, że rozsypane klocki w przedpokoju i ściana pomazana w kwiatki to koniec świata." Nie wiem czy Pani ma dzieci, ja mam, moje rodzeństwo i dalsza rodzina mają, znajomi też i NIGDY nie spotkałem się z sytuacją, w której rozsypane klocki albo pomazana ściana byłyby dla kogoś końcem świata. A to, że ktoś narzeka czy nie narzeka przy 1, 2, 3 albo 5tce i 7ce dzieci zależy od bardzo wielu czynników i myślę, że nie ma sensu tego oceniać. Poza tym, książka oczywiście może być fajna.
anonim2013.11.20 17:55
@Fascination ... "wielodzietność stała się zbędna, a wręcz szkodliwa - dziś dwoje (ew. troje) dzieci to optimum, większa gromadka winna być wyjątkiem, który nie powinien być promowany." Jak zwykle... napisała, co myślała, a że myśli po głupiemu to i tak napisała. Moja droga! Tę "szkodliwość" rodzin wielodzietnych i ich praktyczną eliminację z życia Polaków, właśnie zaczynamy przerabiać w postaci gwałtownego załamania demograficznego i związanymi z nim "dogodnościami" w postaci, na początek, podwyższeniem wieku emerytalnego, a na końcu zapewne likwidacją emerytur. Z tych "lepszych warunków życia" to będziesz mogła korzystać tak długo, jak długo będziesz młoda i zdrowa. Później staniesz przed niezbyt miłym dylematem - co robić, gdy poważnie zachorujesz, a nie będziesz miała nikogo z młodszego pokolenia przy sobie, aby ci pomóc? Aby chociaż kupić bochenek chleba i podać szklankę herbaty? Obserwuję życie ludzi starszych i bezdzietnych. Nie do pozazdroszczenia, jeśli nie mają nikogo z rodziny, którzy by byli w stanie im pomóc. Sąsiedzi i przyjaciele nie zawsze pomogą. Ale po co wybiegać myślą tak daleko, skoro teraz jest swoboda i życie na maksa, bez upierdliwych obowiązków wokół własnych dzieci. Prawda Fascination ?
anonim2013.11.20 18:10
@Fascination: Jeśli po przeczytaniu tej sympatycznej recenzji, pierwsze, co się Pani kojarzy to patologia, to moge tylko się zdziwić. Zdziwienie rośnie, kiedy potem poucza nas Pani, jak mamy traktować wielodzietność. Zwłaszcza, że, jeśli wierzyć Autorce wpisu, p.Walczak nie ma najmniejszych tendencji do patrzenia z góry na, np bezdzietne singielki. Zresztą nie ma tego w całej recenzji. Dawno temu, Magdalena Samozwaniec, bynajmniej nie zwolenniczka tradycyjnej rodziny, kobieta wg ówczesnych standardów wyzwolona, pisała, że wielodzietne rodziny miewa dziś tylko arystokrata albo stróż. Była w tym szczypta prawdy - ale nie było złośliwości. Ona patrzyła na świat z sympatią, którą, myślę, brała z poczucia własnej wartości.
anonim2013.11.20 18:53
Zacznę od tego, że stawiana jako wzór dla współczesnego świata, Święta Rodzina była trzyosobowa. Czyli wg "obecnych" standardów, patologicznie egoistyczna. Ale jednak była święta. Ja mam dwójkę dzieci i uważam, że to wystarczy. Ani nie uważam, że 5+ to patologia, ani to, że 1 dziecko to egoizm. Inaczej na pytanie o zgodność faktów z rzeczywistością (albo zauważając taką niezgodność) należałoby powiedzieć: "tym gorzej dla faktów".
anonim2013.11.20 19:40
Pewnie są bogaci więc ich stać na tyle dzieci.
anonim2013.11.20 19:48
Każde normalne macierzyństwo jest świadomym wyborem,niezależnie od ilości dzieci.Autorka uznała,że podoła takim obowiązkom.Czy dobre spełnianie ich wymaga pochwały i nagrody?A książka jest potrzebna i powinni ją przeczytać przede wszystkim pesymiści i ponuracy.
anonim2013.11.20 19:48
Ludzie, przestańcie kłamać! Przecież nie jest przesłaniem artykułu, że rodzina małodzietna jest patologią. Co najwyżej to, że wybór małodzietności jest często efektem egotyzmu. Chociaż ja jedną patologię znalazłem: wasze reakcje na promowanie wielodzietności!
anonim2013.11.20 20:03
Jeśli ich stać, a dzieciom niczego nie brakuje, to chwała im. Ale jeśli cała ta zabawa w wielodzietność to szereg wyrzeczeń i odmawiania dzieciom i sobie w imię kolejnego rosnącego brzucha, jakich to historii jest niemało na forum wielodzietni.org, to wstyd i żenada. A co do rodzenia takiej ilości dzieci... Każda ciąża okrutnie niszczy organizm, a współczesne kobiety w wyniku ewolucji dość mocno się "zdelikaciły", przez co niestety każda kolejna ciąża i poród to morderstwo na własnym ciele. I nie, nie wolno tego robić w imię żadnej miłości, bo zachodząc w 10. ciążę należy mieć na uwadze, że poród może się skończyć zgonem i osieroceniem dziewięciorga mniejszych i większych pociech. Czy rozmnażanie się w imię idei jest mniejszym egoizmem niż posiadanie jednego dziecka? I nie, żadni rodzice wielodzietni nie są w moich oczach bohaterami, bo stan rodzinny był ich wyborem, a nie społeczeństwa - nikt im nie narzucał obowiązku, z którego teraz muszą się wywiązywać. Dlatego też nie trafia do mnie to głoszenie apoteozy osób decydujących się na więcej niż 3 dzieci.
anonim2013.11.20 20:10
Paskudna okładka książki! Przywodzi na myśl tanie czytadla dla nastolatek. A jeśli chodzi o dzietnosc/bezdzietnosc to każdy na prawo zdecydować o tym czy, kiedy, ile i z kim. Żadna to filozofia.
anonim2013.11.20 20:54
@Dawid problem w tym, że część "prawomyślnych" katolików uważa, że małodzietność to egotyzm. Na co niestety sam jesteś przykładem. Taka postawa jest tak samo dobra, jak twierdzenie, że 5+ to patologia. Małżonkowie mają prawo decydować ile chcą mieć dzieci i tyle. A jak ktoś im włazi do wyra - to zaczyna się problem. Bynajmniej nie małżonków, ale osoby włażącej. Jak ktoś chce wychować 10tkę czy 20tkę ... droga wolna. Niektórzy to pochwalają... Jak ktoś chce 1 lub 2 - też jego wybór i nic innym do tego.
anonim2013.11.20 21:53
@Wojciech Ty już nawet kłamać nie potrafisz. Ty zwykle łżesz. Napisane jest jak byk i każdy może to sprawdzić, że napisałem "wybór małodzietności jest często efektem egotyzmu". Jeśli jeszcze orzeszek nie załapał, to w tym zdaniu nie ma postawionego znaku równości pomiędzy małodzietnością a egotyzmem.
anonim2013.11.21 0:02
@Dawid z trolem polemizować nie zamierzam. Jeszcze raz napisałeś to, co ja podkreśliłem w Twojej wypowiedzi: "wybór małodzietności jest często efektem egotyzmu". I jeszcze raz powtórzę siebie: " A jak ktoś im włazi do wyra - to zaczyna się problem. Bynajmniej nie małżonków, ale osoby włażącej. Jak ktoś chce wychować 10tkę czy 20tkę ... droga wolna.". A dodatkowo: "Święta Rodzina była trzyosobowa. Czyli wg "obecnych" standardów, patologicznie egoistyczna"
anonim2013.11.21 1:37
Więc pokaż mi słownik, który do słowa "często" poda synonim "zawsze". Kwestia małodzietności nie nosi w sobie moralnego standardu. Intencje, którymi kierują się ludzie - owszem. PS. Zdałeś chociaż maturę?
anonim2013.11.21 7:05
@Dawidzie ja zapytam o to ty ukończyłeś. A pytam w kontekście użytego słowa "często". Bardzo proszę o pokazanie wiarygodnych badań, które pokazują że małodzietność jest "często" wynikiem egotyzmu. Wiarygodnych, tzn przeprowadzonych przy wykorzystaniu sprawdzonych metod badawczych, w nie zafałszowany sposób. Inaczej takie stwierdzenie jest po prostu nadużyciem, a jeśli celowym - to kest to trolowanie.
anonim2013.11.21 7:13
Idąc tym tropem dojdziemy do absurdalnego stwierdzenia, że każde urodzone dziecko jest owocem egotyzmu swoich rodziców, bo 9 miesięcy przed jego urodzeniem ci robili nawzajem dobrze tylko sobie.
anonim2013.11.21 11:23
tak bez wchodzenia w poprzednie dyskusje (to śmieszne). Ja ma 3 dzieci - potwierdzam tylko że łatwiej jest z 3 niż z jednym :)
anonim2013.11.21 13:32
@ fauxliver kwestia bardzo indywidualna. Ja mam 2ke i uważam, że z 2ką jest znacznie ciężej niż z 1 ... co nie oznacza że wolałbym 1.
anonim2013.11.21 21:02
Wpadacie w jakąś paranoję. Piszę po 10 razy, że małodzietność nie jest zła, a wy dalej w zaparte. Banda trolli do zbanowania. @Wojciech Każdą swoją wypowiedź podpierasz badaniem? Na prawdę? Będę cię pilnował zbóju. Ja tymczasem rezerwuje sobie możliwość wygłaszania opinii na podstawie życiowego doświadczenia i rozumu.