Informacje o interwencji pojawiły się w mediach społecznościowych. Jak przekazał Bochenek, w niedzielę przed domem prezesa PiS pojawił się patrol policji po elektronicznym zgłoszeniu o rzekomych materiałach wybuchowych znajdujących się w ogrodzie. Funkcjonariusze mieli rozważać przeszukanie terenu wokół posesji.

Rzecznik PiS nie ukrywał, że całą sytuację odbiera jako element szerszego zjawiska. „Trwa seria prowokacji wobec opozycji i przybiera ona na sile” – podkreślił. Jednocześnie zaznaczył, że zachowanie policjantów podczas samej interwencji „nie budziło kontrowersji”.

W sprawę włączyło się również Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Rzeczniczka resortu Karolina Gałecka przypomniała, że podobne fale fałszywych alarmów zdarzały się już wcześniej. „To nie pierwszy raz, kiedy w Polsce mamy do czynienia z kaskadowymi informacjami ws. fałszywych alarmów dot. podłożenia ładunków wybuchowych” – zaznaczyła.

Gałecka odpowiedziała też bezpośrednio na polityczne oskarżenia kierowane pod adresem rządu. „Pozwólcie pracować służbom i odłóżcie politykę w tym czasie na bok. Wyjdzie to na dobre wszystkim Polakom” – stwierdziła. Jednocześnie przypomniała o niewykrytych sprawcach alarmów bombowych podczas matur w 2019 roku.

Cała sytuacja wpisuje się w serię podobnych zdarzeń z ostatnich dni. W centrum uwagi znalazła się wcześniej interwencja w domu prezesa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Policja tłumaczyła później, że działania były skutkiem fałszywego zgłoszenia o zagrożeniu życia i zdrowia. Zatrzymany w sprawie 53-latek został następnie uznany za osobę pokrzywdzoną po ustaleniu, że wykorzystano jego dane osobowe oraz skrzynkę mailową.

W oficjalnym komunikacie Komendy Stołecznej Policji podkreślono, że każdy alarm dotyczący materiałów wybuchowych musi być traktowany „z najwyższą powagą”. Policja zaznaczyła również, że analizowany jest możliwy „wątek wschodni”, a do działań zaangażowano ekspertów z Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.