To nie jest pierwszy ukraiński atak na rosyjską stolicę. Poprzednie ataki miały jednak małą skalę i miały raczej charakter testowania systemu obrony przeciwlotniczej Moskwy. Jest to więc pierwszy atak tak wielki co do skali, który był skuteczny i doprowadził do uszkodzenia infrastruktury i ważnych obiektów stolicy. To jest o tyle ważne, że z reguły natężenie ukraińskich ataków na rosyjskie tyły powodowało wzmocnienie obrony Moskwy i obszarów przyległych do niej. Ukraińcy więc atakowali z reguły inne regiony, pozostawione bez tak szczelnej ochrony. Moskwę uważano za twierdzę, której nie ma sensu atakować dlatego, że skutek ataku będzie niski. Wczoraj Ukraina udowodniła, że nawet biorąc pod uwagę ogromną koncentrację wielowarstwowej obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej... jej drony są w stanie, przeciążając tę obronę, przedrzeć się przez nią i uderzyć w ważne obiekty. Od tego dnia oficjalnie w europejskiej części Rosji już nie ma miejsc bezpiecznych. Wszystko w obrębie kilku tysięcy kilometrów od granic z Ukrainą jest zagrożone, bez względu na to, jak mocno jest chronione.
Ale być może najważniejsza w tym ataku była reakcja mieszkańców rosyjskiej stolicy. Rosja jest państwem mocno scentralizowanym pod każdym względem. Jest to imperium z jednym jedynym centrum w Moskwie. Do Moskwy kieruje się gros zasobów finansowych tego kraju. Moskwa wysysa bogactwo z całej Rosji i służy za symbol władzy i siły dla Rosjan. Mieszkańcy Moskwy są odrębną kastą, stoją w nieformalnej hierarchii wyżej od mieszkańca każdego innego miasta rosyjskiego. Moskwianie traktują samych siebie jako elitę państwa i marzeniem każdego Rosjanina z prowincji jest trafić do Moskwy i dostać dokument z zameldowaniem w stolicy. To jest prawdziwa miara sukcesu w ramach „ruskiego miru”. Propaganda rosyjska uczyniła z Moskwy świętość, obrona stolicy z czasów II wojny światowej jest legendą budującą ten mit miasta, którego żaden wróg nie dotknie i do niego nie dotrze. I Ukraińcy właśnie uderzyli w ten mit.
Ważne jest to, że atak został przeprowadzony w niedzielę wczesnym rankiem. Obudził miliony zdumionych Moskwian, którzy usłyszeli po raz pierwszy w swoim życiu wybuchy i dźwięk syren obrony przeciwlotniczej. Rzucili się w panice na zewnątrz, filmując masowo ukraińskie ataki, pracę rosyjskiej OPL i spowodowane przez te ataki zniszczenia. Ukraiński atak wywołał prawdziwą panikę w szeregach tych, którzy uważali, że cokolwiek by się działo daleko na froncie, to ich nie dotyczy. Bo są bezpieczni i są chronieni przez swojego przywódcę. Sam Putin również robił wszystko, co się dało, by utrzymać stabilność w stolicy, by wojna rzeczywiście Moskwian w żaden sposób nie dotknęła, by życie wyglądało zupełnie normalnie. Ukraińcy te pozory stabilności i spokoju zrujnowali. Nic nie dało ściągnięcie setek wyrzutni S-400, Buków, Torów i Pancyrów. Albo inaczej: ta koncentracja oczywiście dała efekt w postaci zestrzelenia większości ukraińskich dronów, ale zarazem pokazuje, że nawet strącenie 90% nadal pozwala obronę spenetrować i porazić ważne dla rosyjskiej stolicy obiekty. Co w sposób bezpośredni wpływa na życie mieszkańców Moskwy. Na mapie Rosji w jej centrum nie ma teraz żadnego sanktuarium.
Poza tym Ukraińcy też demonstrują, że słynny dekret Zełenskiego nie był jedynie żartem i gdyby Ukraińcy mieli taki zamiar, byliby w stanie zaatakować paradę 9 maja w rosyjskiej stolicy. Z ukraińskiego punktu widzenia tego typu ataki są częścią szerszego planu, który ma zwiększyć dla rosyjskiego reżimu koszt kontynuowania wojny i zmusić Rosjan do poważnych rozmów pokojowych. Czy ten plan doprowadzi Ukraińców do sukcesu, czy uda się zatrzymać wojnę, podpisując rozejm – czas pokaże.
