Bartnik napisał, że „w normalnym, cywilizowanym kraju, który nie jest okupowany przez komunistów lub mafię, wiadomość o tym, że kobieta skazana za kręcenie filmów pornograficznych, w których jej dzieci są gwałcone przez psy, a psy przez jej męża, podesłała premierowi asystentkę będącą rosyjską agentką, wywróciłaby układ rządzący do góry nogami”.
Publicysta podkreślił, że jego zdaniem sprawa nie wywołała reakcji, jakiej należałoby oczekiwać w demokratycznym państwie, co jest standardem w innych krajach. „Nie tylko wywróciłaby go, ale i pogrzebała raz na zawsze. W Tenkraju mało kto ten fakt odnotował, a już najmniej tzw. opiniotwórcze media głównego nurtu” – napisał na Facebooku.
W dalszej części wpisu Bartnik jeszcze mocniej pisze o współczesnych elitach politycznych i medialnych – niestety – w Polsce. „Czy trzeba lepszego dowodu na to, że nie żyjemy w wolnej Polsce, ale w karykaturalnej kolonii post-bolszewickich lumpów, którzy już sami się gubią ilu »razwiedek« są agentami?!” – stwierdził.
