W piątym roku wojny nastroje w Rosji nie tętnią wielkim optymizmem. Mimo że w Federacji Rosyjskiej już od dawna nie ma ani opozycji politycznej, ani wolnych mediów, ani otwartej dyskusji publicznej co do kierunków polityki państwowej, to nadal pozostają pewne małe okienka możliwości dla ludzi o „prawidłowych poglądach” do głoszenia swojej prawdy w Internecie. Przynajmniej taka możliwość istniała do niedawna. Wojna wykształciła w Rosji całą klasę tzw. „milblogerów”, ekspertów powiązanych z wojskiem, reporterów wojennych oraz wolontariatu działającego na rzecz wojska, który aktywnie komentuje sytuację w rosyjskim Internecie. Niektórzy z nich regularnie udzielają się na popularnych kanałach w rosyjskich sieciach społecznościowych, mając milionowe zasięgi. Ci ludzie, występując z pozycji ściśle propaństwowej i aktywnie wspierając wysiłek wojenny, jednocześnie mogli sobie pozwolić na krytykę kierownictwa armii czy władz kraju w jakichś konkretnych dziedzinach. Krytykę nieprowadzonej przez państwo polityki, a raczej jakichś konkretnych, technicznych aspektów tej polityki. Jednocześnie, żeby nie przyszło im do głowy zbyt ostro głosić tę krytykę, przyjęto specjalną ustawę przewidującą odpowiedzialność karną za tzw. „dyskredytację armii rosyjskiej”. Pojęcie to jest bardzo szerokie, więc w praktyce to same służby specjalne decydowały, w jakich sytuacjach warto ukarać takiego „eksperta”, a w jakich zignorować. Żeby zademonstrować, jak to działa, cały szereg działaczy, którzy pozwolili sobie powiedzieć za dużo i za ostro, został oskarżony i siedzi obecnie w więzieniu. Na przykład wszystkim znany z wojny z 2014 roku na Donbasie Igor Girkin.

W ten oto sposób przez wiele lat w Rosji działał system pozwalający stworzyć pewne pozory dyskusji w sprawach ważnych dla lojalnych państwu ludzi. I wydaje się, że w piątym roku wojny ten system nagle zaczął się załamywać, ponieważ praktycznie każdy z tej szeroko rozumianej klasy okołowojennych ekspertów zaczął pozwalać sobie w swoich wypowiedziach na zdecydowanie za dużo. Przykładów tego jest tak wiele, że przywoływanie konkretnych nie ma już sensu – to zjawisko widoczne po stronie rosyjskiej gołym okiem. Generalnie polega ono na tym, że większość tych kół eksperckich zaczęła podkreślać, iż dynamika wojny na Ukrainie zmieniła się na niekorzyść Rosji i że szanse na przełamanie frontu maleją, a nie zwiększają się. Część podkreśla, że w tych warunkach, bez poważnych reform w rosyjskiej armii i bez wprowadzenia nowych technologii, nawet nowa mobilizacja nie jest już w stanie radykalnie zmienić sytuacji i doprowadzi jedynie do zwiększenia i tak wysokich strat na froncie. Wnioski z tej sytuacji wyciągane są różne... W większości ci eksperci wzywają do „wojny na całość”, do zreformowania armii, do szybszego wdrażania nowych technologii itd. Ale dochodzi do tego, że szereg tych ludzi ucieka się nawet do publicznych wezwań do wstrzymania walk, co w warunkach rosyjskich jest po prostu rewolucją i jeszcze rok temu spotkałoby się z ostrą reakcją władz. W tej chwili jednak te wszystkie głosy nie są tłumione poprzez prześladowanie poszczególnych ekspertów i milblogerów. Być może dlatego, że tych głosów zrobiło się za dużo i w ich szeregach są osoby cieszące się sporym autorytetem w armii.

Zamiast pacyfikacji tych głosów władze wybrały inną metodę – ograniczenie i tak już mocno kontrolowanego przez państwo pola informacyjnego. Formalnie robi się to w celu zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom ze względu na ataki dronów i wrogą propagandę. Rosja mocno ogranicza Internet. W tej chwili nie są już po prostu blokowane poszczególne strony zachodnie. Zamiast tego rząd rosyjski tworzy białą listę portali i stron, a wszystko, co jest poza tą białą listą, jest blokowane automatycznie. Wszystkie zachodnie sieci społecznościowe, wszystkie media, wszystkie zachodnie aplikacje i komunikatory... to wszystko zostaje zablokowane. Do tego rosyjskie władze biorą się za blokowanie popularnych VPN-ów, które wcześniej pozwalały Rosjanom na obejście tych ograniczeń. Ograniczana jest również sama dostępność Internetu mobilnego. Wszystkie te ruchy razem mają drastycznie zwiększyć kontrolę państwa nad rosyjskim Internetem poprzez pełne odcięcie go od sieci ogólnoświatowej. W jakimś sensie można to nazwać prawdziwą nową żelazną kurtyną, ponieważ prawdziwym sednem tej kurtyny, którą znamy z czasów radzieckich, było to, że mocno ograniczała ona przepływ informacji z Zachodu na Wschód. Dzisiejsza kurtyna ograniczająca dostęp do Internetu ma podobny cel i do tego służy jako narzędzie totalnej kontroli państwowej tej części Internetu, która nadal będzie dla Rosjan otwarta. Przyjmowane są kolejne ustawy, które za każdym razem rozszerzają uprawnienia służb specjalnych z pominięciem decyzji sądów, które zresztą również znajdują się pod pełną kontrolą Kremla. Wojna służy za usprawiedliwienie dla Kremla, by państwo autorytarne przebudowywać z czasem na państwo totalitarne.

Kreml ma jednak jeden wielki problem na drodze do zbudowania podobnego systemu – dla skutecznie działającego totalitarnego państwa potrzebny jest wódz, który cieszy się realnym autorytetem obywateli. Rosjanie są narodem gotowym wybaczyć przywódcy problemy ekonomiczne, biedę, a nawet głód, gotowi są ponosić straty w długotrwałej wojnie pod jednym jedynym warunkiem – że w zamian dostają od swego wodza zwycięstwo i poczucie wielkości swojego państwa. Problemem Putina jest to, że nie daje w tej chwili Rosjanom tego poczucia. Oficjalna propaganda coraz bardziej ostro rozjeżdża się z rzeczywistością. Specjalna Operacja Militarna cały czas idzie zgodnie z planem, a wojska rosyjskie cały czas prowadzą ofensywę we wszystkich kierunkach, zdobywając według oficjalnej narracji nowe miasta i wsie każdego dnia. Ale z czasem dla ogółu Rosjan staje się coraz bardziej oczywiste, że jest to zaklinanie rzeczywistości. Bo po 5 latach nieprzerwana ofensywa, która przyniosła im ogromne straty, prowadzona wciąż jest na tym samym Donbasie, co w 2022 roku. A Ukraina, która według deklaracji rosyjskich przywódców została zdemilitaryzowana i której przemysł został zlikwidowany, po 5 latach wojny niszczy skutecznie rosyjskie zaplecze własnymi środkami rażenia dalekiego zasięgu. Dronami i rakietami opracowanymi i wdrożonymi do masowej produkcji przez Ukraińców za zachodnie pieniądze. To są fakty, których nie da się ani ukryć, ani zlekceważyć. W 2022 roku na Placu Czerwonym 9 maja maszerowała wielka kolumna z ciężkim sprzętem, Moskwa była absolutnie bezpiecznym miejscem. 9 maja 2026 roku był jednym wielkim upokorzeniem dla Putina, ponieważ nie był on w stanie przeprowadzić w centrum Moskwy żadnej parady bez prowadzenia negocjacji z Ukraińcami przy pośrednictwie USA w celu ustalenia warunków zawieszenia broni 9 maja. Rosja musiała się zgodzić na propozycję wymiany jeńców 1000 na 1000 osób, by Ukraina się zgodziła. W dodatku prezydent Zełenski swoim specjalnym dekretem „pozwolił” w zasadzie Rosjanom na przeprowadzenie parady, nakazując swoim wojskom nie ostrzeliwać centrum Moskwy, co dopełniło obrazu wizerunkowej porażki Putina.

Twarda pozycja włodarza Kremla w 2026 roku nie jest więc odbierana już w Rosji jako wyraz siły, ponieważ ta pozycja nie jest potwierdzona przez konkretne dokonania na froncie. Ten rosnący rozdźwięk między frustracją Rosjan spowodowaną brakiem zdecydowanych sukcesów w wojnie a oficjalną propagandą sukcesu i nieprzejednaną pozycją Kremla o kontynuowaniu wojny aż do „zrealizowania wszystkich celów specjalnej operacji” tworzy rosnące napięcia w Rosji. Kreml nie proponuje żadnych zmian czy jakiegokolwiek planu, co można zrobić, by osiągnąć swój cel. To wszystko razem nie oznacza, że w Rosji wybuchnie już jutro rewolucja..., ale oznacza na przykład utratę poparcia dla wojny ze strony rosyjskiego społeczeństwa, co zawęża Putinowi pole manewru. Problemy, o których piszę, mogą wybuchnąć rosyjskiemu kierownictwu prosto w twarz.

Mikołaj Susujew