„Otóż Kazimierz Sowa, jeden z tych odrażających kapłanów, którzy są jednym z najmocniejszych argumentów, że faktycznie Boga nie ma jednak, rozkręca spin wobec prywatnej kobiety, kłamiąc I manipulując, kobiety, która męża i rodzinę, że została właściwie wyciągnięta z łóżka Sakiewicza” – czytamy we wpisie publicysty.

Dalej podkreśla, że:

„Od wczoraj, w sposób zorganizowany, systematyczny, tak media, jak i farmy trolli tej władzy, robią z asystentki Sakiewicza prostyt#tkę. I tyle. Konsekwentnie, ewidentnie celowo, pokazując, że to zaplanowane.
Kłamiąc, oszukując, sugerując, że wyciągano ją w nocy, z łóżka etc.
Robią to prywatnej, niezwiązanej z polityką kobiecie. Która ma rodzinę. I robi to "ksiądz" Sowa”.

Dodał, że prosi o udostępnienie jego wpisu:

„Bo takie k#nalie, takie kreatury tylko w ten sposób mogą zostać powstrzymane. Bo ja znam Sowę i, poza wszystkim, to mierny tchórz. Typowy, przemocowy dresik. I jak zobaczy, że jego wyrzygi wywołują więcej sprzeciwu niż akceptacji ze strony jemu podobnej patologii- to następnym razem będzie się bał. I tyle”.

Zasugerował również, aby za księdza Sowę się pomodlić:

„Ja bym chciał, ale już nie umiem modlić się za kapłanów, o których wiem, że w czasie wojny kolaborawaliby albo z brunatną śmiercią albo czerwoną zarazą. Niestety. A i jeszcze jedno. Ma ktoś kontakt do kurii? Niech się wypowie? Czy głowa w piasek, jak zwykle?”.

Do wpisu dołączył zdjęcie, które skomentował:

„A na zdjęciu Sowa z sobie idolami”.

W komentarzu pod wpisem zacytował też słowa ks. Kazimierza Sowy:

„… to mówicie, że asystentki redaktorów, zwłaszcza naczelnych, mają obowiązek świadczenia pracy w systemie 24/7 ze szczególnym uwzględnieniem przebywania w ich, tzn. owych redaktorów mieszkaniach prywatnych? Ciekawe, byłem red. nacz. długie lata, ale nie wiedziałem”.