Ukraina

Historia może łączyć albo zatruwać. Po zbrodni w Jarosławiu wraca pytanie o pamięć polsko-ukraińską

Śmierć ks. Stanisława Zbojnowicza po ataku nożownika w Jarosławiu natychmiast uruchomiła dyskusję o relacjach polsko-ukraińskich. Sprawcą jest 31-letni obywatel Ukrainy, ale jego motyw pozostaje nieznany. Prezydent Wołodymyr Zełenski potępił zbrodnię i złożył kondolencje. Tragedia pokazuje jednak, jak łatwo pojedynczy akt przemocy może zostać wpisany w znacznie szerszy konflikt pamięci, wzajemnych uprzedzeń i historycznych pretensji.

3 min czytania
Flagi Polski i Ukrainy
Flagi Polski i Ukrainy · fot. Screenshot - YouTube

Do ataku doszło 24 września na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. Według ustaleń śledczych 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. Ks. Stanisław Zbojnowicz zmarł wskutek odniesionych obrażeń, cztery kolejne osoby zostały ranne. Prokuratura sformułowała wobec podejrzanego zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń.

Wołodymyr Zełenski zareagował jeszcze tego samego dnia.

– „W Opactwie Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu obywatel Ukrainy dopuścił się straszliwej zbrodni. Jesteśmy wstrząśnięci tym złem” – napisał prezydent Ukrainy, składając kondolencje rodzinie zabitego i życząc rannym powrotu do zdrowia. Podkreślił także, że sprawca powinien ponieść pełną odpowiedzialność zgodnie z prawem.

Ambasada Ukrainy w Polsce również potępiła atak i zaapelowała, aby ból po tragedii nie został przekształcony w nienawiść wobec całego narodu.

Szewczenko pisał o konflikcie, ale kończył apelem o pojednanie

W materiale opublikowanym po tragedii Nicolas de Orlince zwraca uwagę na głębszą warstwę polsko-ukraińskiego sporu – pamięć historyczną i sposób, w jaki kolejne pokolenia uczą się patrzeć na sąsiada. Autor wskazuje m.in. na twórczość Tarasa Szewczenki i obecne w niej zarazem antyszlacheckie oraz antyklerykalne motywy, ale też wezwanie do ponownego pojednania Polaków i Ukraińców.

Szczególnie wymowny jest wiersz „Do Polaków”, znany również jako „Do Lachów”. W jednym z klasycznych polskich przekładów jego finał brzmi:

„Daj-że dziś rękę kozakowi
i serce czyste swoje daj,
a znów imieniem Chrystusowem
wskrzesimy utracony raj.”

Wiersz pochodzi z 1847 roku i jego zakończenie było wielokrotnie przywoływane jako symbol możliwości polsko-ukraińskiego pojednania.

Nie można jednak pomijać tego, co znajduje się wcześniej. Szewczenko obarcza odpowiedzialnością za dawny konflikt polskich księży i magnaterię. W innym przekładzie padają słowa: „Księża i panowie / Rozsiekali drużbę naszą”.

To właśnie ten rozdźwięk – pomiędzy oskarżeniem a późniejszym apelem o podanie sobie ręki – dobrze pokazuje problem pamięci historycznej. Można z niej wybrać tylko wersy wzmacniające własne poczucie krzywdy. Można również przeczytać utwór do końca i dostrzec, że poeta, mimo swojej wizji historii, proponował finalnie nie odwet, lecz odbudowę relacji.

Współczesne napięcia powstają wtedy, gdy z historii wybiera się wyłącznie materiał służący do udowadniania, że druga strona od wieków była agresorem, okupantem albo zdrajcą.

Autor materiału zwraca uwagę na obecne w części ukraińskiej debaty historycznej odwołania do Bandery, Szuchewycza czy tradycji UPA, a także na spory o terytoria historyczne dawnej Rzeczypospolitej. Jednocześnie podkreśla, że sam nadal opowiada się po stronie Ukrainy walczącej z rosyjską agresją i właśnie dlatego uważa prawdę historyczną za warunek rzeczywistego pojednania.

Hruszewski, pamięć narodowa i historia używana jako broń

Szczególne miejsce w tej dyskusji zajmuje Mychajło Hruszewski, autor monumentalnej „Historii Ukrainy-Rusi”. Materiał źródłowy przedstawia go niezwykle krytycznie i zarzuca mu stworzenie narracji historycznej wymierzonej w Polskę.

Tu konieczna jest jednak istotna korekta faktograficzna.

Hruszewski był rzeczywiście twórcą narodowej ukraińskiej szkoły historiograficznej i jego koncepcja ciągłości dziejów Rusi Kijowskiej oraz Ukrainy odegrała ogromną rolę w kształtowaniu ukraińskiej świadomości narodowej. Był profesorem Uniwersytetu Lwowskiego od 1894 roku i przez wiele lat kierował środowiskiem naukowym związanym z Towarzystwem Naukowym im. Szewczenki. Źródła akademickie nie potwierdzają natomiast przedstawionej w materiale tezy, jakoby został wcześniej usunięty z uczelni we Lwowie, Pradze, Wiedniu i Budapeszcie z powodu nierzetelności naukowej. Przeciwnie – dostępne opracowania wskazują, że jego działalność profesorska we Lwowie trwała do I wojny światowej.

Nie oznacza to oczywiście, że jego interpretacja dziejów jest poza krytyką.

Hruszewski budował historię Ukrainy jako odrębnego podmiotu historycznego, polemizując zarówno z rosyjską wizją jednej „wszechruskiej” historii, jak i z polską interpretacją dziejów ziem dawnej Rzeczypospolitej. Jego konstrukcja dziejów Ukrainy-Rusi wywarła ogromny wpływ na późniejszą historiografię i ukraińską tożsamość narodową.

Po okresie emigracji Hruszewski wrócił w 1924 roku do sowieckiej Ukrainy i ponownie podjął działalność naukową. Został członkiem Ukraińskiej Akademii Nauk, a później Akademii Nauk ZSRR. Pod koniec lat 20. jego środowisko znalazło się jednak pod coraz silniejszą presją stalinowską, a jego instytucje były stopniowo likwidowane. Zmarł w 1934 roku w Kisłowodzku.

Spór o Hruszewskiego pokazuje szerszy problem: historia może służyć poznawaniu przeszłości, ale może być również używana do tworzenia narodowych mitologii. Dotyczy to nie tylko Ukrainy. Polacy także mają własne uproszczenia i własne wygodne wersje historii.

Źródło: mp/Facebook/ Nicolas de Orlince, Polskie Radio, Rzeczpospolita, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej