Przez Francję przechodzi kolejna fala inspirowanych przez skrajną lewicę zamieszek. „Rewolucjoniści” podpalają rządowe budynki, gwałcą i rabują na ulicach. Tymczasem w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym zarejestrowano rozmowę dwóch kobiet na temat zamieszek. Jedna z nich opowiada, że musiała zabarykadować się z dzieckiem w mieszkaniu, ponieważ uczestnicy „protestów” chcieli ją zgwałcić.
- „No cóż, to skutki uboczne”
- odpowiedziała druga z kobiet.
To popularna dziennikarka i działaczka feministyczna Bettina Zourli, słynąca z krytykowania tradycyjnych struktur społecznych, promowania świadomej rezygnacji z macierzyństwa i walki o szeroki dostęp do aborcji. Jej zdaniem, jak słyszymy na nagraniu, „pacyfistyczny aktywizm nie działa”.
- „Nelson Mandela wzywał, by podjąć w pewnym momencie zbrojne działania, dlatego, że apartheidu nigdy nie zniszczy się pokojowymi środkami”
- opowiada feministka.
Rozmówczyni dziennikarki próbuje uświadomić jej, jaką przemoc usprawiedliwia.
- „Musiałam się barykadować w mieszkaniu z dzieckiem, bo jacyś faceci chcieli mnie zgwałcić, a ty to usprawiedliwiasz, to nic wielkiego, bo przecież nie ma rewolucji bez gwałtów. A to dopiero początek”
- mówi młoda kobieta.
Zourli nie daje się przekonać.
- „Rewolucja nie jest pokojowa. Nie da się jej umieścić w jakichś granicach”
- twierdzi działaczka.
Zaatakowana kobieta dopytuje feministkę, czy ta aprobuje przemoc.
- „Ależ oczywiście, że tak. Jestem za rewolucją. Niszczenie BNP Paribas jest rzeczą normalną, bo to są źródła naszych problemów, które nas dotyczą”
- oświadcza Zourli.
Zobacz wpis w X
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.