Polityka

Bogucki mocno odpowiada Tuskowi ws. Zondacrypto. A w tle coraz więcej pytań o rosyjski ślad

Zbigniew Bogucki ostro odpowiedział Donaldowi Tuskowi na jego wpis dotyczący afery Zondacrypto. Szef Kancelarii Prezydenta RP zarzucił premierowi manipulowanie sprawą i przypomniał, że istotne decyzje prokuratury zapadały już za rządów obecnej koalicji.

6 min czytania
Zbigniew Bogucki, Donald Tusk
Zbigniew Bogucki, Donald Tusk · fot. Screenshot - YouTube

Spór nabiera jednak jeszcze innego wymiaru. Wokół Zondacrypto od miesięcy pojawiają się informacje o rosyjskim śladzie, a znany sposób działania służb Kremla każe postawić pytanie, czy cała afera nie mogła zostać wykorzystana również do pogłębiania konfliktu politycznego w Polsce.

Donald Tusk zaatakował w serwisie X prezydenta Karola Nawrockiego i PiS, wiążąc ich sprzeciw wobec ustawy regulującej rynek kryptowalut z aferą Zondacrypto.

– Wiemy już, dlaczego prezydent Karol Nawrocki i PiS blokowali ustawę o kryptowalutach – kasa na zegarki, media, wyborcze imprezy, fundacje prawicowych polityków, a serial „Zonda” dopiero się rozkręca – napisał premier.

Na wpis odpowiedział szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki.

Bogucki do Tuska: „Serial Zondacrypto rozpoczął na dobre emisję za pańskich nierządów”

Bogucki przypomniał premierowi wcześniejsze działania prokuratury.

– Serial Zondacrypto rozpoczął na dobre emisję za pańskich nierządów, kiedy, jak informowała bliska Panu „Gazeta Wyborcza”, prokuratura umorzyła jedno śledztwo w kwietniu 2024 r., a drugie w lutym 2025 r. – napisał szef KPRP.

Według Boguckiego właśnie wtedy instytucje państwa nie podjęły wystarczająco zdecydowanych działań.

– Tak włączyliście zielone światło na oszukiwanie Polaków i mimo że 5 grudnia 2025 r. na niejawnym posiedzeniu Sejmu roztaczał Pan wizje najczarniejsze, to jeszcze w lutym 2026 r. stał Pan z koszulką reklamującą Zondacrypto, a kolejne śledztwo zostało wszczęte dopiero 17 kwietnia 2026 r. – stwierdził.

Bogucki nie szczędził premierowi bardzo ostrych słów.

– Nie wiem, czy to głupota, lenistwo, czy dyletanctwo, a może świadome działanie, ale wierzę, że nowy polski rząd po 2027 r. w pełni odsłoni Pańską reżyserię wielkich jak koń manipulacji, które mają przykryć Wasze polityczne i prawne grzechy ciężkie w tej sprawie – napisał.

Następnie odniósł się bezpośrednio do sporu o regulację rynku kryptowalut.

– Premierze Tusk, Pan Prezydent Nawrocki jest za rozsądnym i zgodnym z Konstytucją uregulowaniem rynku kryptoaktywów, tylko Pan z uporem maniaka trzy razy przedstawiał właściwie tę samą złą ustawę, której pisanie zajęło Wam półtora roku i za każdym razem Pan poległ, a projektu prezydenckiego nie przyjęliście – przekonywał.

I zakończył:

– Powinien Pan się cieszyć, że jest taki rozsądny Prezydent, ponieważ Pana przegrany kandydat Trzaskowski wprost mówił, że jest przeciwko jakiejkolwiek regulacji rynku kryptowalut.

Zondacrypto polityczną bombą

Sprawa już dawno przestała dotyczyć wyłącznie problemów klientów giełdy.

Wokół Zondacrypto pojawiają się informacje dotyczące finansowania fundacji, sponsoringu wydarzeń politycznych, kontaktów z mediami i osobami związanymi przede wszystkim z szeroko rozumianą prawicą.

Obóz Donalda Tuska wykorzystuje te informacje jako argument przeciwko PiS, Konfederacji oraz środowisku prezydenta Karola Nawrockiego.

Z drugiej strony politycy opozycji przypominają, że prokuratura umarzała wcześniej postępowania dotyczące giełdy już za obecnych rządów, a sam Tusk miał publicznie mówić o rosyjskich powiązaniach Zondacrypto, podczas gdy przez kolejne miesiące firma funkcjonowała w przestrzeni publicznej.

W maju poseł Przemysław Wipler skierował interpelację dotyczącą wpisania podmiotów związanych z Zondacrypto na listę sankcyjną. Przywołał w niej informacje, według których ABW analizowała związki giełdy z rosyjską przestępczością zorganizowaną. W interpelacji pojawiła się nazwa tzw. grupy tambowskiej, która według relacjonowanych wcześniej doniesień miała przejąć kontrolę nad Zondacrypto.

Również w innych dokumentach parlamentarnych przywoływano tajną notatkę ABW oraz wcześniejsze publiczne wypowiedzi Donalda Tuska, który mówił o rosyjskim pieniądzu i rosyjskich służbach w tle działalności firmy.

Do tego dochodzi śledztwo Prokuratury Regionalnej w Katowicach dotyczące oszustwa i prania pieniędzy.

Odrębnym, bardzo interesującym tropem są ustalenia OKO.press. Portal opisał związki Pawła S., wcześniej związanego z Zondacrypto, z Markiem Falentą – główną postacią afery podsłuchowej, która dekadę temu doprowadziła do potężnego wstrząsu na polskiej scenie politycznej. Według publikacji Paweł S. uczestniczył również w próbie przejęcia firmy Falenty przez Rosjanina, którego przełożony miał związki z mafią sołncewską i FSB.

Nie oznacza to automatycznie, że obie afery były częścią jednego sterowanego z Moskwy planu. Pokazuje jednak, że rosyjski ślad wokół osób związanych z Zondacrypto nie sprowadza się wyłącznie do jednej politycznej wypowiedzi.

Czy Kreml mógł wykorzystać Zondacrypto do skłócania Polaków?

I tutaj pojawia się pytanie znacznie szersze niż to, kto dostał pieniądze od kogo i który polityk spotkał się z przedstawicielami giełdy.

Czy Zondacrypto – albo przynajmniej powstała wokół firmy sieć relacji, pieniędzy i informacji – mogła zostać wykorzystana przez rosyjskie środowiska do operacji wpływu w Polsce?

Na dziś nie ma publicznego dowodu, który pozwalałby stwierdzić, że giełda została stworzona albo przejęta właśnie w celu skłócenia polskiej sceny politycznej. Jest natomiast kilka elementów, które sprawiają, że takiej hipotezy nie można z góry odrzucać.

Po pierwsze, sama ABW oficjalnie opisuje rosyjskie operacje, których bezpośrednim celem jest podsycanie konfliktów społecznych i narodowościowych w Polsce.

W lipcu Agencja poinformowała o sprawie obywatela Ukrainy działającego na zlecenie rosyjskich służb. Według ABW jego zadania miały służyć wzniecaniu napięć między Polakami i Ukraińcami. W tej samej sprawie ujawniono mechanizm finansowania wykonawców za pomocą kryptowalut i zagranicznych giełd.

W czerwcu służby informowały z kolei o zatrzymaniu obywateli Ukrainy i Białorusi, którzy mieli rekrutować i finansować uczestników demonstracji. Według ABW inspiracja i pieniądze pochodziły z Rosji, a działania zakwalifikowano jako próbę operacji wpływu.

Mechanizm jest więc dobrze znany: Kreml nie musi tworzyć konfliktu od początku. Może wykorzystać realne podziały społeczne i polityczne, wzmacniać przeciwstawne środowiska, kierować do nich pieniądze, dostarczać informacje albo kompromitujące materiały, a następnie obserwować, jak przeciwnicy zaczynają zwalczać się nawzajem.

Z tej perspektywy sytuacja wokół Zondacrypto jest szczególnie interesująca.

Z jednej strony firma i osoby z nią związane budowały kontakty z przedstawicielami prawicy i wspierały przedsięwzięcia funkcjonujące w tej części sceny publicznej. Z drugiej strony dziś właśnie te relacje są wykorzystywane przez obecny rząd i związane z nim środowiska do politycznego uderzenia w PiS, Konfederację oraz prezydenta. W efekcie oba największe bloki polityczne coraz głębiej angażują się w gwałtowną wojnę wokół jednego podmiotu. Jedni oskarżają przeciwników o kontakty z podejrzaną giełdą i rosyjskim kapitałem, drudzy zarzucają rządowi polityczne wykorzystanie prokuratury oraz wcześniejsze zaniechania.

Dla państwa prowadzącego operację destabilizacyjną byłby to rezultat niemal idealny: nie musi ono nawet kontrolować wszystkich uczestników. Wystarczy, że wcześniej stworzy lub wykorzysta odpowiednią sieć interesów, a następnie uruchomi proces, w którym polskie środowiska polityczne same zaczynają się wzajemnie oskarżać.

Szczególnie zastanawiające jest zestawienie dwóch faktów: pojawiającego się w materiałach państwowych i parlamentarnych rosyjskiego tropu Zondacrypto oraz udokumentowanego przez ABW wykorzystywania przez rosyjskie służby kryptowalut do finansowania operacji destabilizacyjnych w Polsce.

To wciąż poszlaki, a nie dowód.

Ale właśnie dlatego sprawa wymaga odpowiedzi na pytania znacznie szersze niż te stawiane obecnie przez polityków: kto naprawdę kontrolował Zondacrypto w kolejnych latach, skąd pochodziły środki wykorzystywane przez osoby i podmioty związane z giełdą, czy przepływy finansowe łączyły się z rosyjskimi strukturami przestępczymi, a przede wszystkim – czy służby badały możliwość wykorzystania firmy jako narzędzia operacji wpływu. Jeżeli rosyjski ślad rzeczywiście istnieje, najgorszym scenariuszem byłoby pozwolenie, aby cała sprawa została sprowadzona wyłącznie do kolejnej wojny PO z PiS i Konfederacją. Bo właśnie taki efekt – pogłębianie chaosu, wzajemnej nieufności i konfliktu wewnętrznego – od lat należy do podstawowych celów rosyjskich operacji wpływu.

Zenon Witkowski

Źródło: mp/Niezależna.pl, X, ABW, Prokuratura Regionalna w Katowicach, OKO.press, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej