Jak podają media, Berlin już domaga się obcięcia propozycji Komisji Europejskiej o setki miliardów euro. Dla Polski, która według obecnego projektu ma otrzymać ponad 123 mld euro, stawka jest wyjątkowo wysoka.
AfD wygrała wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim z wynikiem 38,3 proc., wcześniej odnosząc sukces w Saksonii-Anhalt. CDU Merza poniosła natomiast w Meklemburgii-Pomorzu Przednim najgorszą porażkę w wyborach landowych w swojej powojennej historii. Reuters zwraca uwagę, że wyniki zwiększyły presję na kanclerza i jego program reform.
Merz: budżet trzeba obciąć o setki miliardów euro
Niemcy wraz z Danią, Holandią, Austrią, Finlandią i Szwecją wystąpiły już oficjalnie przeciwko skali budżetu zaproponowanego przez Komisję Europejską. Sześć państw-płatników netto domaga się, aby projekt opiewający na blisko 2 bln euro został zmniejszony „o kilkaset miliardów euro”. Berlin chce jednocześnie przesunąć większą część pieniędzy na bezpieczeństwo, obronność, konkurencyjność i migrację.
Sam Merz już mówi o tym zupełnie otwarcie.
– „W czasach konsolidacji budżetowej we wszystkich państwach członkowskich wzrost o 60 proc. na poziomie UE nie jest ani możliwy do uzasadnienia, ani do sfinansowania” – tak stanowisko kanclerza streszcza niemiecki rząd. Według Berlina propozycję Komisji należy zmniejszyć o kilkaset miliardów euro, a cięcia powinny objąć wszystkie działy budżetu.
Dla Warszawy byłaby to wyjątkowo trudna rozgrywka. Komisja Europejska zaproponowała dla Polski ponad 123 mld euro w perspektywie 2028–2034, co uczyniłoby nas największym beneficjentem nowego budżetu. Nie jest to jednak jeszcze ostatecznie zagwarantowana kwota – wieloletnie ramy finansowe muszą zostać wynegocjowane przez państwa członkowskie.
Polska ma przy tym szczególnie dużo do stracenia na ograniczeniu tradycyjnych funduszy. Od wejścia do UE do wiosny 2026 roku otrzymaliśmy z unijnej kasy niemal 279 mld euro, wpłacając ponad 102,7 mld euro. Saldo przekraczało więc 175 mld euro na korzyść Polski.
W tym sensie sukces AfD może dodatkowo utrudnić sytuację Polski: Merz, atakowany przez partię domagającą się ograniczenia niemieckich wydatków i wpłat do UE, ma jeszcze mniej politycznej przestrzeni do zgody na zwiększenie wspólnej kasy. Sama AfD idzie zresztą dalej – Alice Weidel opowiadała się za zmniejszeniem niemieckich wpłat netto do Unii.
Warto jednak dostrzec coś jeszcze. Niemcy grają przede wszystkim zgodnie z własnym interesem budżetowym – niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi w Berlinie. Jako największy płatnik netto od lat należą do państw naciskających na dyscyplinę wydatków i ograniczanie transferów. Obecny nacisk Merza nie jest więc wyłącznie reakcją na AfD, choć jej wyborcze sukcesy mogą tę linię dodatkowo zaostrzać. Niemiecki rząd argumentuje, że skoro państwa oszczędzają we własnych budżetach, Bruksela także powinna ograniczać wydatki.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.