Słowa te spotkały się z ostrą reakcją wielu komentatorów, historyków oraz rodzin ofiar ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię.
Jednym z osób, które publicznie odniosły się do wypowiedzi Pawła Kowala, jest Jacek Milewski. W swoim wpisie przypomniał osobistą historię swojej rodziny.
„Owszem, nie obciążała. Do chwili, gdy państwo ukraińskie wzięło ludobójców z UPA na sztandary” – napisał.
Autor podkreślił, że tragedia Wołynia nie jest dla niego jedynie przedmiotem historycznej debaty, lecz częścią rodzinnej pamięci.
„Upowcy zabili dziadka i nastoletniego wujka mojej żony. Drugiego wujka, również wtedy nastolatka, porżnęli tak, że ledwo przeżył”.
Jak dodał, najwcześniejsze wspomnienie jego teściowej związane jest właśnie z tamtymi wydarzeniami.
„Najwcześniejszym wspomnieniem z dzieciństwa mojej teściowej jest umierający w progu domu ojciec”.
Milewski zwrócił uwagę, że współczesny spór nie dotyczy odpowiedzialności dzisiejszych Ukraińców za zbrodnie sprzed ponad 80 lat, lecz kwestii pamięci historycznej i polityki państwa.
„Możemy więc mieć pretensje do państwa ukraińskiego o to, że stawia za wzór swoim obywatelom te bestie w ludzkiej skórze, które mordowały naszych bliskich?”
Jednocześnie zaznaczył, że nie można zapominać o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków pomimo grożącej im śmierci.
„Zachowując jednocześnie we wdzięcznej pamięci tych Ukraińców, którzy z narażeniem życia ratowali przed upowcami swoich polskich sąsiadów”.
Historycy nie mają wątpliwości, że kulminacja antypolskiej akcji OUN-UPA przypadła na lata 1943–1944. Według ustaleń badaczy, w wyniku masowych mordów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej życie straciło od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy Polaków. W 2016 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę określającą te wydarzenia mianem ludobójstwa.
Szczególne oburzenie budzi fakt, że część środowisk na Ukrainie traktuje dziś przywódców OUN i UPA, w tym Stepana Banderę oraz Romana Szuchewycza, jako bohaterów walki o niepodległość. To właśnie ten aspekt jest najczęściej wskazywany przez krytyków słów Pawła Kowala.
Dla wielu rodzin ofiar twierdzenie, że współczesne państwo ukraińskie nie ponosi żadnej odpowiedzialności moralnej za sposób upamiętniania sprawców, jest nie tylko kontrowersyjne, ale wręcz odbierane jako lekceważenie cierpienia pomordowanych. Krytycy oceniają takie wypowiedzi jako bezczelne i urągające pamięci Polaków zamordowanych przez oddziały UPA, argumentując, że problemem nie jest odpowiedzialność prawna za wydarzenia z czasów wojny, lecz współczesny kult osób odpowiedzialnych za ludobójstwo.
