Premierzy Polski i Wielkiej Brytanii podpisali wczoraj traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. Donald Tusk i Keir Starmer zapewniali, że to historyczny dokument, wzmacniający relacje i bezpieczeństwo obu krajów. Państwa zobowiązały się m.in. do wzajemnej pomocy w przypadku napaści na któreś z nich. Problem w tym, że o szczegółach nie był informowany prezydent, którego dziennikarze pytali w czasie konferencji prasowej w Szwajcarii, czy zamierza dokonać ratyfikacji traktatu.
- „Nie powiem oczywiście, co z nim zrobię, ponieważ muszę się zapoznać z tymi sprawami. Ale myślę, że dobrze byłoby przed podpisywaniem zobowiązań w imieniu narodu polskiego informować Kancelarię Prezydenta i prezydenta o tym, że tego typu rozwiązania są przygotowywane”
- powiedział Karol Nawrocki.
- „Ja oczywiście się zagłębię, zrobię wszystko, co będzie dobre dla bezpieczeństwa Polski i dla współpracy z naszymi sojusznikami”
- dodał.
Wystąpienie głowy państwa niezwykle zirytowało szefa MON.
- „Chciałbym, żeby chociaż raz kancelaria pana prezydenta ucieszyła się z tego, że Polska jest bezpieczniejsza”
- grzmiał wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz w czasie briefingu w Ottawie.
Najwyraźniej, w przekonaniu lidera PSL, zwierzchnik sił zbrojnych nie musi być przez rząd informowany o takich sprawach.
- „Już nie powiem, że szlag trafia człowieka, jak ciągle słyszy tylko o własnym ogródku Kancelarii Prezydenta jako pępek świata. To nie jest pępek świata. Najważniejsze dla nas jest bezpieczeństwo i o to dbamy”
- wypalił.
