Natomiast ukraińscy i po części też rosyjscy OSINT-owcy od momentu tego uderzenia zastanawiali się nad deklaracją rosyjskiego MON-u, w której zaznaczone było, że pocisków tych miało być kilka. No i wczoraj pojawiło się nagranie z kamer w okupowanym Doniecku, na którym widać, że drugi Oresznik uderzył gdzieś pomiędzy Donieckiem a Makiejewką. Czyli poraził coś na terenach kontrolowanych od 2014 roku przez Rosjan.
Inaczej mówiąc, realna celność tych pocisków wynosi co najmniej +/- kilkadziesiąt kilometrów. A jeżeli zakładać, że realnym celem był Kijów (biorąc pod uwagę, że wszystkie inne pociski trafiły cele w rejonie Kijowa), to wtedy... kilkaset kilometrów. Dlatego zapewne nuklearnej wersji Oresznika nie zobaczymy, no bo obciach byłby, gdyby zamiast ukraińskiego Kijowa zniszczono Donieck czy Biełgorod.
