Krótko mówiąc – wydawało się, że realizuje się murowany przepis na wielkie mordobicie. No bo wiadomo. Kibiców zawsze chętnie świerzbią ręce, a jednocześnie uwielbiają symbolikę narodową. A jak było?
Zaczęło się od naturalnego zgrzytu. Gdy odegrano hymn Ukrainy, Polacy go wygwizdali.
Część naszych kibiców szykowała się już na czarno-czerwone upowskie flagi na trybunach kibiców z Ukrainy.
Zastanawiano się już, w jaki sposób ewentualnie odebrać gościom zza wschodniej granicy takie wyzywające symbole. Najbardziej zadzierżyści zaklinali się, że żaden Ukrainiec z banderowskim symbolem nie dotrze w całości na wrocławski dworzec.
Tymczasem ukraińscy kibice, jak się okazało, niczego takiego nie przygotowali. Jeśli były u gości ze wschodu jakieś transparenty, to głosiły one „Ukraina bez Putina” czy „Niech żyje Białoruś. Chwała Ukrainie”. Parę innych transparentów składało hołd tym kibicom Dynama Kijów, którzy służą aktualnie na froncie.
Napięcie opadło.
Nikt z nikim się nie prał. I obie grupy w miarę spokojnie rozeszły się w swoją stronę.
Paradoksalnie pomyślałem wtedy o wielkiej awanturze, która wybuchła po koncercie na Stadionie Narodowym po występie rosyjskojęzycznego rapera Maxa Korzha w sierpniu 2025 roku. Część szczególnie agresywnych fanów przybyłych na koncert pobiła się z ochroną, a jeden z nich, który wyciągnął czerwono-czarną flagę kojarzoną z UPA, został deportowany. Część polskich postępowców zaczęła wtedy rozdzierać szaty, że reakcja polskiego MSW była przesadna, a postępowanie władz było schlebianiem antyukraińskim nastrojom w polskim społeczeństwie.
Co ciekawe, w tym samym czasie członkowie ukraińskiej, lwowskiej grupy Odyn V Kanoe podeszli wtedy do sprawy bardzo rozsądnie. Mówili: „Rozumiemy bardzo dobrze, że w Polsce UPA postrzegane jest zupełnie inaczej niż na Ukrainie i te symbole znaczą w Warszawie co innego niż tam. Rozumiemy więc oburzenie i uważamy, że Polska ma prawo ostro reagować na działanie osób, które na jej terytorium okazują brak szacunku wobec uczuć społeczeństwa dotyczących zdarzeń z historii. (...) Takich symboli w Polsce absolutnie nie powinno się eksponować”.
Rockmeni rzadko kojarzą się z rozsądnym podejściem do kwestii politycznych czy historycznych. A jednak w tamtym wypadku wypowiedzieli się całkiem trzeźwo. Być może dlatego, że grupa Odyn V Kanoe ma za sobą już parę tras koncertowych po Polsce i trochę nasz kraj poznała.
Być może to, że ukraińscy kibice nie przywieźli ze sobą 31 maja do Wrocławia czerwono-czarnych sztandarów i sektorówek z Banderą, to efekt tamtej demonstracji zdecydowania po koncercie Maxa Korzha.
Ostatnio odkrywamy, że się nie rozumiemy, ale nie musimy się tłuc.
Tylko tyle i aż tyle.
Piotr Semka
