Oczywiście, jak to często bywa w wypadku deklaracji prezydenta Trumpa, nie wiemy dokładnie, co w praktyce to oznacza. Wcześniej od amerykańskich urzędników dowiedzieliśmy się, że żadnego wycofania sił z Polski nie było, natomiast miało miejsce „opóźnienie wysłania nowej rotacji wojsk”. Nie jest więc jasne, czy Trump mówi o odwieszeniu przerzutu tych wojsk rotacyjnych, czy ma na myśli dodatkowe siły oprócz tych rotacyjnych, czy też być może o przerzut do Polski tych sił, które w Europie jeszcze zostały.

Mimo że nie jest jasne, co konkretnie oznacza ta decyzja Donalda Trumpa, sama ta deklaracja z oczywistych powodów wywołała w Polsce prawdziwą euforię. Politycy aktywnie zaczęli się ścigać o to, czyja zasługa jest w tym wypadku większa, i gratulować sobie nawzajem tej decyzji, przedstawiając ją jako swój własny polityczny sukces. Chociaż ten wyścig wydaje się bezcelowy, skoro sam Trump w swoim poście wprost wskazał zwycięzcę.

Pentagon swoją decyzję o wstrzymaniu rotacji amerykańskich wojsk w Polsce tłumaczył tym, że był to najprostszy i najtańszy sposób na redukcję sił w Europie, zapowiedzianą wcześniej przez urzędników administracji Trumpa. Wiceprezydent J.D. Vance, komentując tę kwestię, wskazał, że Polska posiada siły zbrojne zdolne do samodzielnej obrony państwa. Tym niemniej decyzja ta nie tylko stała się szokiem dla polskiego społeczeństwa i klasy politycznej, ale była też mocno krytykowana w samych Stanach – zarówno ze strony demokratów, jak i znacznej części republikanów. Wielu kongresmenów i senatorów wprost zadawało pytania: „dlaczego chcemy ukarać naszego bliskiego i lojalnego sojusznika w Europie?”. To, wraz z intensywnymi zabiegami polskich władz, stworzyło nacisk na administrację Trumpa i zaczął się proces szukania rozwiązania, które miałoby stać się dla Polski rekompensatą za wcześniejsze osłabienie amerykańskiej obecności. Administracja Trumpa jawnie próbowała złagodzić swoje stanowisko... czego wynikiem stała się deklaracja Donalda Trumpa o 5 tysiącach żołnierzy w Polsce.

Pomimo że nie wiemy, co konkretnie wynika z deklaracji Donalda Trumpa, co do niektórych rzeczy możemy być pewni. Po pierwsze, możemy być pewni celów strategicznych USA i hierarchii interesów tego państwa za administracji Trumpa. Przedstawiciele tej administracji nie kryją się z tym i deklarowali swoje cele wielokrotnie. Strategię, która stoi za decyzjami tej administracji, można zbadać, słuchając i czytając działaczy amerykańskich protrumpowskich fundacji typu Heritage Foundation. Absolutnym priorytetem oczywiście są Chiny i zamiast bezpośredniego starcia kinetycznego z tym krajem, Stany próbują pozbawić Chiny niezbędnych do rozwoju zasobów. W tym celu niezbędnym dla USA zadaniem jest nie pozwolić Rosji jednoznacznie stać się satelitą Chin. Nawet jeżeli odciągnięcie Rosji od Chin i ułożenie sobie partnerskich stosunków z nią nie jest możliwe, to w optyce obecnej administracji należy dać Rosji wystarczające pole do manewru, żeby ona sama mogła się zdystansować od Chin w momencie, kiedy poczuje się zagrożona ze strony wschodu. To są kwestie wagi strategicznej dla administracji Trumpa, nieporównywalnie ważniejsze niżeli Ukraina i rosyjska inwazja. Z tego właśnie powodu, cokolwiek by nie robił Putin podczas tzw. „rozmów pokojowych”, nie jest on specjalnie jakoś karany przez USA, a wsparcie dla Ukrainy z czasem tylko maleje, a nie zwiększa się.

W Polsce często się myśli, że odpowiedni poziom wsparcia dla nas ze strony USA zapewnią nasze inwestycje w amerykańską zbrojeniówkę w postaci wielkich zamówień lub dobre osobiste stosunki polityków. Poza tym istnieje pewna koncepcja, w ramach której USA mogą postawić na Polskę w ramach swojej polityki ograniczania wpływów Berlina w Europie. Problem z tego typu pomysłami polega na tym, że stosunki personalne są jedynie dobrym albo złym tłem dla dyplomacji – same w sobie nie mogą zastąpić państwom ich interesów i prawdziwego partnerstwa opartego na wspólnocie tych interesów. Stosunki dwóch polityków mogą być wyjątkowo dobre, ale jeżeli strategiczne interesy państw są sprzeczne, to żadnego partnerstwa nie będzie. To samo dotyczy zresztą zakupów sprzętu. Waga tej kwestii w Polsce jest z reguły wyolbrzymiana. Co zaś dotyczy Niemiec i europejskiej gry USA – jest to rozgrywka o znaczeniu taktycznym dla Stanów, która nijak się ma do celów strategicznych, o których pisałem wyżej. Stany Zjednoczone mogą więc przemieszczać swoje siły wewnątrz Europy, premiować kogoś, kogoś karać... ale należy rozumieć, co jest priorytetem dla administracji Trumpa, a co jest dla niej drugorzędne.

Kwestia Polski i wschodniej flanki jest niestety drugorzędna. I najlepiej to widać po samym charakterze podjętej w połowie maja decyzji o wstrzymaniu rotacji wojsk amerykańskich w Polsce. Pentagon podjął tę decyzję, nie konsultując jej z Polską, a nawet nie informując nas w przyzwoity sposób o tym, że coś takiego nastąpi. Kluczowe dla Polski kwestie dotyczące jej bezpieczeństwa w ogóle nie były w USA brane pod uwagę przy podejmowaniu tej decyzji. W USA nikomu nie przyszło do głowy, że może to mieć jakieś negatywne konsekwencje. Polscy urzędnicy o tej decyzji dowiadywali się z doniesień medialnych.

Proszę zadać sobie proste pytanie: czy takie zachowanie wskazuje na to, że nasz region i stosunki z Polską są dla obecnej administracji USA strategicznie ważne, czy raczej na to, że są drugorzędne? Takie, których można po prostu w swoich kalkulacjach nie brać pod uwagę.