Premier odnosił się do wypowiedzi opozycji podczas debaty nad wotum nieufności wobec Marcina Kierwińskiego, ostrzegając przed narastającą falą agresji w życiu publicznym. Tymczasem politycy PiS zwracali uwagę na kontrowersje wokół słów wiceministra Andrzeja Szeptyckiego i domagali się wyjaśnień.

Kluczowy moment wspomnianej rozmowy, która dotyczyła sejmowej debaty i kwestii „mowy nienawiści” nastąpił, gdy prof. Flis nie wpisał się w oczekiwaną narrację. Zamiast jednostronnej krytyki prof. Czarnka za jego słowa, wskazał na odpowiedzialność obu stron sporu i konieczność rozpoczęcia zmian od siebie.

„Lepiej byłoby zawsze trzymać się ewangelicznej zasady i zacząć od szukania belki we własnym oku, niż u politycznych przeciwników. Zacząć od własnych szeregów, żeby zacząć wypominać swoim kolegom «osiem gwiazdek» i różne inne tego typu komunikaty, bo to jest bardzo łatwo zrzucić eskalację na przeciwników” — mówił.

Gdy prowadząca dopytywała, czy problem rozkłada się równo, socjolog podkreślił: 

„Nie jest ważne, kto zaczął, ważne, kto skończy”.

Dodał przy tym, że należy samemu odejść od takiej retoryki zamiast wzywania przeciwników do zakończenia owej narracji w taki sposób, że postrzegane jest to jako bardziej wysublimowana obelga. Gdy Wysocka-Schnepf usiłowała przekonywać, że opozycja jest gorsza, ponieważ padły tam rzekomo hasła nienawiści na tle rasowym, prof. Flis zapytał:

„A czy nienawiść na tle politycznym jest lepsza od nienawiści na tle rasowym?”.

To po prostu trzeba zobaczyć: