O rosnącej obsesji Kremla na punkcie „walki z satanizmem” szeroko pisze Jakub Biernat na portalu centrumeuropy.pl. „Demilitaryzacja, denazyfikacja i… desatanizacja!” — zauważa ironicznie autor, opisując ewolucję rosyjskiej propagandy wojennej.

Jak czytamy, rosyjskie władze coraz częściej przedstawiają konflikt z Ukrainą jako metafizyczne starcie cywilizacyjne. Szczególnie aktywny w tej narracji jest były rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew, który mówił o „powstrzymaniu najwyższego władcy piekła, niezależnie od tego, czy nazywa się Szatan, Lucyfer czy Iblis”.

W podobnym tonie wypowiadał się również przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, który nawoływał do „całkowitej deszajtanizacji” Ukrainy. Jeszcze dalej poszedł asystent sekretarza rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Aleksiej Pawłow, twierdząc, że Ukraina została opanowana przez okultystyczne praktyki i „kotły czarownic”.

Sam Władimir Putin podczas przemówienia po aneksji okupowanych terenów Ukrainy mówił o „jawnie satanistycznym Zachodzie”, który rzekomo niszczy tradycyjne wartości i chrześcijańską moralność. „Tłumienie wolności nabiera cech religii, a właściwie jawnego satanizmu” — przekonywał rosyjski przywódca.

Do propagandowej ofensywy dołączyła również Rosyjska Cerkiew Prawosławna. Patriarcha Cyryl określał wojnę jako konflikt „metafizyczny”, a Rosję przedstawiał jako siłę powstrzymującą „globalne zło i ruch Antychrysta”.

Jak zauważa Biernat, cała ta narracja coraz mocniej przypomina próbę stworzenia nowej quasi-religijnej ideologii państwowej. „Satanizm wszedł na stałe do rosyjskiego politycznego słownika” — podkreśla autor.

Paradoks polega jednak na tym, że Rosja sama od lat zmaga się z rozwojem środowisk satanistycznych i okultystycznych. W wywiadzie dla serwisu Fronda.pl prof. Andrzej Nowak przypominał, że właśnie pod Moskwą powstała pierwsza na świecie oficjalnie funkcjonująca świątynia satanistyczna. Historyk wskazywał, że rosyjski imperializm od dawna łączy brutalną politykę państwową z duchowym chaosem, neopogaństwem i fascynacją okultyzmem.

W praktyce „walka z satanizmem” coraz częściej staje się w Rosji po prostu kolejnym narzędziem represji. Jak opisuje dalej Biernat, po decyzji rosyjskiego Sądu Najwyższego z 2025 roku za „satanizm” zaczęto karać ludzi za obrazki, symbole czy nawet koszulki zespołów metalowych.

„Za członka międzynarodowego ruchu satanistycznego może zostać uznany na przykład fan metalowego zespołu wykorzystującego satanistyczne motywy” — zauważa autor.

Rosyjscy obrońcy praw człowieka alarmują, że nowe przepisy są celowo nieprecyzyjne. Dzięki temu państwo może dowolnie rozszerzać definicję „ekstremizmu” i ścigać praktycznie każdego niewygodnego obywatela.

Coraz więcej analityków uważa, że Kreml wykorzystuje dziś retorykę „walki dobra ze złem” przede wszystkim do mobilizacji społeczeństwa i budowania oblężonej twierdzy wokół putinowskiego systemu. Problem polega jednak na tym, że im bardziej propaganda odrywa się od rzeczywistości, tym bardziej zaczyna przypominać ideologiczny teatr absurdu.