W mocnym wpisie w mediach społecznościowych Antoni Stryczula odniósł się do wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Sybihy, który przekonywał, że nazwa jednostki była inicjatywą samych żołnierzy oraz apelował o niewykorzystywanie sporów historycznych do pogarszania relacji między narodami.

Autor wpisu nie pozostawia jednak złudzeń, że odpowiedzialność za polityczne skutki tej decyzji nie spoczywa wyłącznie na wojskowych. „Ale Zełenski, Sybiha doskonale wiedzieli jak to się skończy. Wielką awanturą w Polsce” – napisał. Jego zdaniem ukraińskie władze miały pełną świadomość, że odwołanie się do symboliki UPA wywoła gwałtowną reakcję opinii publicznej w Polsce.

Stryczula zwraca uwagę, że argument o konieczności „bezwarunkowego szacunku” wobec ukraińskich żołnierzy nie może zamykać debaty o trudnej historii. „Wiedzieli i nie zrobili nic by do tego nie dopuścić, a teraz wycierają sobie gębę szacunkiem dla własnych żołnierzy” – stwierdził.

W swoim wpisie autor przypomina również, że dla wielu Polaków UPA pozostaje organizacją odpowiedzialną za jedną z najtragiczniejszych kart wspólnej historii. Historycy szacują, że podczas zbrodni wołyńskiej i czystek etnicznych prowadzonych na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej zginęło nawet około lub ponad 120 tysięcy polskich cywilów. W Polsce wydarzenia te zostały uznane przez Sejm za ludobójstwo.

„Skoro im do głowy wpadł taki pomysł by nadać swemu pododdziałowi imię zbirów, którzy na Wołyniu i w Galicji wymordowali ponad sto tysięcy Polaków, to surowy opierdol, a nie szacunek, im się należy” – napisał Stryczula, używając wyjątkowo ostrego języka.

W jego ocenie problem nie dotyczy wyłącznie polityki historycznej, lecz także kierunku, w jakim zmierza część ukraińskiej narracji narodowej. Autor krytycznie odniósł się do sugestii, że kwestie związane z Wołyniem powinny zostać pozostawione wyłącznie historykom. „Pan Sybiha apeluje by „Kwestię wołyńską” zostawić historykom i by Polacy zaakceptowali rosnący w siłę ukraiński nacjonalizm” – zauważył.

W podobnym tonie wypowiadają się również niektórzy polscy politycy i eksperci, którzy podkreślają, że pojednanie wymaga nie tylko współpracy strategicznej, ale także uczciwego nazwania wydarzeń z przeszłości. Od lat część środowisk w Polsce wskazuje, że oczekiwanym gestem byłoby jednoznaczne uznanie odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na ludności polskiej oraz oficjalne przeprosiny ze strony najwyższych władz Ukrainy.

Stryczula formułuje ten postulat wprost. „Najpierw niech elity ukraińskie, z Zełenskim włącznie, publicznie przyznają: „Tak, przepraszamy za tę zbrodnię i prosimy Polaków o przebaczenie”. Wtedy pogadamy o członkostwie Ukrainy w UE” – zakończył swój wpis.