Wynik wywołał znaczne poruszenie w niemieckiej polityce. Minister spraw zagranicznych Johann Wadephul nie próbował ukrywać rozczarowania. „Jest to dla nas dotkliwa porażka” – przyznał w rozmowie z publiczną telewizją ARD.

Szef niemieckiej dyplomacji podkreślał, że Berlin prowadził intensywną kampanię dyplomatyczną do ostatnich chwil głosowania. „Niemcy przedstawiły ofertę, aby w najbliższych dwóch latach działać w Radzie Bezpieczeństwa na rzecz wartości, które uważamy za słuszne – prawa międzynarodowego, rozwiązywania konfliktów. Walczyliśmy do ostatniej minuty” – mówił Wadephul.

Rezultat okazał się jednak daleki od oczekiwań Berlina. Według danych podanych przez agencję Reuters Portugalia uzyskała 134 głosy, Austria 131, natomiast Niemcy zaledwie 104. Ostatecznie to Austria i Portugalia znalazły się w gronie nowych niestałych członków Rady Bezpieczeństwa obok Zimbabwe, Trynidadu i Tobago oraz Kirgistanu.

Komentatorzy zwracają uwagę, że porażka Niemiec jest nie tylko problemem prestiżowym. Berlin od lat zabiega o większy wpływ na funkcjonowanie Organizacji Narodów Zjednoczonych, a część niemieckich polityków regularnie podnosi również temat reformy samej Rady Bezpieczeństwa i zwiększenia roli Niemiec w globalnym systemie bezpieczeństwa.

Wadephul zasugerował, że na wynik głosowania mogły wpłynąć działania państw niechętnych niemieckiej polityce zagranicznej. „Rosja nie jest zainteresowana tym, żeby państwo mocno wspierające Ukrainę zasiadało za stołem Rady Bezpieczeństwa. Musieliśmy walczyć z przeciwnym wiatrem, który okazał się tak silny, że nie starczyło nam głosów” – powiedział.

Mimo niepowodzenia niemiecki minister zapewnił, że jego kraj nie zamierza ograniczać aktywności międzynarodowej. „Będziemy nadal aktywni w ONZ, mamy także inne ważne zadania w polityce zagranicznej. Jest wystarczająco dużo pracy w Europie, w UE, przed nami jest szczyt NATO. Wszędzie tam można liczyć na Niemcy” – deklarował.

Dla wielu obserwatorów głosowanie jest jednak sygnałem, że pozycja Berlina na arenie międzynarodowej nie jest tak silna, jak często przedstawiają to niemieckie elity polityczne.

Swoją drogą, ciekawe co na to powiedzą politycy w Kijowie, widząc słabnącą rolę i bezradność Berlina.