Trudno wymyślić jakąkolwiek decyzję ukraińskich władz, która by bardziej zaszkodziła reputacji Ukrainy na Zachodzie i dała do rąk rosyjskiej propagandy nowe, twarde argumenty, aniżeli pochowanie na ukraińskiej ziemi byłego przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, uznawanego na Zachodzie za niemieckiego kolaboranta biorącego udział w Holocauście – Andrija Melnyka. Odbyło się to z udziałem prezydenta Zełenskiego, który oznajmił, że „ukraiński bohater” wreszcie spoczywa w ziemi w państwie, o którym marzył. Co też jest nieprawdą, bo Melnyk marzył o państwie totalitarnym, które nie przewidywało możliwości uzyskania obywatelstwa tego państwa przez osoby pochodzenia żydowskiego. Jeżeli kwestia jednostki ukraińskiej imienia „Bohaterów UPA” to kwestia, która głównie wzbudza emocje w Polsce, to Melnyk jest określany jako nazistowski kolaborant przez wszystkie media państw zachodnich. Ukraina w tym samym czasie nadal jest mocno uzależniona od finansowego wsparcia państw europejskich. Inaczej mówiąc, od opinii publicznej w tych państwach zależy, czy Ukraina będzie miała fundusze na kontynuowanie swojej obrony, czy nie. W tej sytuacji jest to niewątpliwie strzał w stopę, który mocno utrudnia działalność osobom, które na Zachodzie wspierają wysiłek obronny Ukrainy.

Dlaczego więc prezydent Zełenski podjął tak nielogiczną decyzję, która na pierwszy rzut oka jest szkodliwa przede wszystkim dla Ukrainy? Jak tę decyzję zrozumieć? Jest to niewątpliwie decyzja, której znaczenie objawia się przede wszystkim w ukraińskiej polityce wewnętrznej. Na rzecz walki z Rosją Ukraina wybudowała w ostatnich latach pewien własny ciąg historyczny, który ma utwierdzać Ukraińców w przekonaniu, że Rosja zawsze była Ukrainie wroga, a historia Ukraińców jest pełna bohaterskich wzorców walki z okupantem. Na rzecz tej koncepcji, w ramach tej linii historycznej wbudowano tam biały, wyrafinowany mit o ukraińskich nacjonalistach z czasów II wojny światowej. Wyrafinowany dlatego, że pierwotnie był on kompletnie pozbawiony wątków związanych z czystką etniczną dokonaną na Polakach. Polska strona sądziła, że tematu nie warto podejmować, że trzeba dać czas Ukrainie, by ten trudny temat przetrawiła. Po stronie ukraińskiej zaś zostało to odebrane jako pogodzenie się z tym, jak Ukraina buduje swój mit historyczny.

Nie bez znaczenia jest to, że Ukraina twardo się trzyma w trakcie tej wojny oraz to, że nie tylko pomoc ze strony USA drastycznie się zmniejszyła, ale i wsparcie ze strony Polski również w ostatnich latach z wielu, przede wszystkim obiektywnych powodów, zmalało. Kijów w pewnym sensie czuje się w tej chwili o wiele pewniej niż w 2022 roku. Prowadzi aktywną politykę, podpisuje umowy z zachodnimi firmami i rządami i nie prezentuje się już jako ten proszący o pomoc, lecz również jako dawca bezpieczeństwa, technologii i ekspertyzy. Inaczej mówiąc, wpływ Polski na przebieg wojny i możliwości Warszawy, by bronić swoich interesów wobec strony ukraińskiej, zmalały, a nie zwiększyły się z biegiem wojny. Kijów uznał, że korzyści w polityce wewnętrznej, które płyną z kontynuacji polityki budowania tego historycznego mitu, są większe niż mgliste perspektywy współpracy z Polską. Rachunek polityczny Zełenskiego w polityce wewnętrznej jest jasny – to jest kwestia konsolidacji i ukłon w stronę środowisk nacjonalistycznych, które są obecne w armii ukraińskiej i mimo że same w sobie są nieliczne, tworzą kilka najbardziej elitarnych i przebojowych związków taktycznych ukraińskiej armii. Kijów w ten sposób najzwyczajniej w świecie sądzi, że sprawa ta nie jest aż tak kluczowa dla tych partnerów w Europie Północnej i Zachodniej, którzy są kluczowi w tej chwili dla jego bezpieczeństwa. W sytuacji, kiedy współpraca z Warszawą straciła po prostu na wadze i znaczeniu, może sobie pozwolić na prowadzenie tego typu polityki bez oglądania się na Polskę.

Odpowiedź ze strony Warszawy w postaci odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego jest silnym sygnałem, ale jednocześnie jest to odpowiedź natury symbolicznej. Obecnie nie ma po prostu żadnych głębszych powiązań pomiędzy Warszawą a Kijowem, które Polska mogłaby wykorzystać jako lewar w tych stosunkach. Ukraina nie obawia się zablokowania wojennej logistyki, dlatego że dość słusznie zakłada, iż w interesie samej Warszawy jest, by ta logistyka została utrzymana. Nie dlatego, że Ukraina rzekomo broni Polski, a po prostu dlatego, że Polska liczy na wsparcie sojuszników w wypadku agresji ze wschodu. A to są ci sami sojusznicy, którzy w odróżnieniu od Warszawy budują w tej chwili głębokie powiązania i stosunki partnerskie z Kijowem, i którzy na Kijów mają realny wpływ.