Wynik wyborów pokazuje raczej coś innego. Ormianie nie głosowali wyłącznie za Europą. W dużej mierze głosowali przeciwko powrotowi do starego układu politycznego, który przez lata opierał bezpieczeństwo państwa na strategicznym sojuszu z Rosją.
„To nie był prosty plebiscyt pod hasłem Europa albo Rosja. To był raczej wybór między niepewną próbą wyjścia z rosyjskiej zależności a powrotem starego układu, który przez lata sprzedawał Ormianom opowieść o rosyjskich gwarancjach bezpieczeństwa. A te okazały się niewiele warte” – czytamy w komentarzu.
Partia Kontrakt Obywatelski kierowana przez Paszyniana zdobyła według wstępnych danych blisko połowę głosów. Prorosyjski blok Silna Armenia związany z Samwelem Karapetianem uzyskał około 23 proc. poparcia. Do parlamentu weszła również Armenia Alliance byłego prezydenta Roberta Koczariana.
Autor zwraca uwagę, że zwycięstwo Paszyniana nie oznacza pełnej swobody działania. „Paszynian wygrał, ale nie dostał pełnej swobody. Ma mandat do rządzenia, ale nie ma takiej przewagi, która pozwoliłaby mu między innymi zmieniać konstytucję. A to może być kluczowe choćby przy rozmowach pokojowych z Azerbejdżanem”.
Kluczowym punktem odniesienia pozostaje Górski Karabach. To właśnie utrata tego regionu i masowy exodus ludności ormiańskiej podważyły zaufanie wielu obywateli do rosyjskich gwarancji bezpieczeństwa. Sam Paszynian już wcześniej mówił o konieczności zmiany dotychczasowej polityki. W wywiadzie dla „La Repubblica” stwierdził, że „poleganie wyłącznie na Rosji w kwestiach bezpieczeństwa było strategicznym błędem”.
Po ogłoszeniu wyników wyborów gratulacje dla Paszyniana przesłała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Jak podkreśliła, Armenia może liczyć na dalsze wsparcie Unii Europejskiej. Podobne deklaracje napłynęły z wielu europejskich stolic.
Rosja zareagowała znacznie chłodniej. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa stwierdziła, że partia Paszyniana nie uzyskała „monopolu na władzę”, a w społeczeństwie ormiańskim nadal istnieje znaczące poparcie dla współpracy z Rosją i integracji euroazjatyckiej.
Według autora analizy jest to charakterystyczny schemat rosyjskiej narracji. „Gdy wygrywają siły prorosyjskie, naród rzekomo wybiera stabilność. Gdy wygrywają siły oddalające się od Moskwy, wynik zostaje przedstawiony jako efekt nacisków Zachodu, manipulacji albo represji”.
Nie oznacza to jednak, że wokół wyborów nie pojawiły się kontrowersje. Przed głosowaniem zatrzymano kilku kandydatów związanych z prorosyjską opozycją. Zwolennicy Samwela Karapetiana twierdzą, że były to działania motywowane politycznie. Autor analizy przyznaje, że jest to „słaby punkt Paszyniana”, podkreślając jednocześnie, że demokratyczne państwo powinno szczególnie ostrożnie korzystać z uprawnień służb i prokuratury w okresie kampanii wyborczej.
Jeszcze większym problemem pozostaje gospodarka. Rosja nadal odpowiada za około jedną trzecią handlu zagranicznego Armenii, podczas gdy udział Unii Europejskiej jest znacznie mniejszy. Jak zauważa autor: „To są liczby, których nie da się przykryć flagą Unii Europejskiej na wiecu. Armenia może chcieć iść w stronę Zachodu, ale jej gospodarka wciąż ma wiele rur, korytarzy i rynków prowadzących do Rosji”.
Szczególnie widoczne jest to w sektorze energetycznym. „Armenia importuje zdecydowaną większość gazu z Rosji. To nie jest zwykła umowa handlowa. To polityczna smycz. Moskwa może ją poluzować, gdy Erewań jest grzeczny, albo zacisnąć, gdy Armenia zaczyna zbyt poważnie mówić o europejskiej przyszłości” – czytamy.
Również rosyjski wicepremier Aleksiej Owierczuk sugerował, że dalsze zbliżenie Armenii z Unią Europejską może być trudne do pogodzenia z członkostwem w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Sam Paszynian odpowiada ostrożnie. Nie mówi o natychmiastowym opuszczeniu EAEU, lecz podkreśla, że Armenia będzie musiała podjąć decyzję wtedy, gdy wybór między oboma kierunkami stanie się nieunikniony.
Autor tekstu podsumowuje sytuację Armenii słowami: „Zwrot Armenii na Zachód nie będzie prostą opowieścią o zwycięstwie dobra nad złem. To będzie długi manewr małego państwa, które próbuje wyjść z rosyjskiej strefy zależności, ale nie może zrobić tego jednym ruchem”. Trudno o trafniejsze podsumowanie. Za wielką geopolityką stoją bowiem nie tylko deklaracje polityków, ale również gazociągi, handel, miejsca pracy i rachunki, które każdego dnia płacą obywatele.
