Wiadomości
Spłonęła tęcza na Placu Zbawiciela w Warszawie, a wraz z „instalacją artystyczną” zaczęły płonąć media. W dniu Święta Niepodległości, 11 listopada ogień do podpalenie tęczy dostarczył jakiś zamaskowany mężczyzna. Chuligan? Nieodpowiedzialny szczeniak? Młody, oburzony, buntowniczo usposobiony mieszkaniec Radomia? Prowokator, którego celem oprócz położenia pod tęczę podpałki, było dostarczenie obecnej władzy nabojów do strzelania w prawicę, a w dalszej perspektywie już konkretnie - do Jarosława Kaczyńskiego? Kim był podpalacz i z jakich motywów niszczył inicjatywę stołecznego Ratusza, prawdopodobnie się nie dowiemy. I powiedzmy szczerze, rozwiązanie tej tajemnicy mediów nie interesuje. Co innego jest pożywką stacji telewizyjnych, rozgłośni radiowych, gazet, portali internetowych. Media rozpala ogień konfliktu, jaki wywołało spalenie tęczy i pytanie, co z nią dalej?