Postawa kontemplacyjna. Skąd w nas tyle negacji?
Z biegiem lat coraz intensywniej zadaję sobie pytanie: „Co sprawia, że ludzie są dla siebie tak bardzo niemili?” Skąd tyle niechęci, która popycha do ranienia siebie nawzajem, nawet jeśli robione jest to w sposób subtelny i wyrafinowany? Czasem im więcej małostkowości i jakby od niechcenia, tym bardziej zadziwia. Skąd się to bierze? Dlaczego ludzie znacznie łatwiej skłaniają się ku problemom, negacji i oskarżaniu niż radości? To zdumiewające. Nawet św. Piotr, symbol Kościoła, wchodzi wielkanocnego poranka do grobu, widzi i milczy (J 20,6-10). Jego lęk był znacznie większy niż możliwość radowania się czy choćby nadziei. Narracja kończy się prostym stwierdzeniem, że uczniowie powrócili do domu i, jak można przypuszczać, do swojej ponurości.