Aleksandra Marcinkiewicz dla Frondy: Przystanek Woodstock to podróbka wolności i miłości? - zdjęcie
15.07.16, 20:19Aleksandra Marcinkiewicz i Przystanek Woodstock

Aleksandra Marcinkiewicz dla Frondy: Przystanek Woodstock to podróbka wolności i miłości?

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak spędza wakacje chrześcijańska młodzież? Co powoduje, że chrześcijanie są wyjątkowi i ich sposób spędzania wakacji jest dobry?

Aleksandra Marcinkiewicz: Pozwolisz, że odpowiem trochę pokrętnie - chrześcijańska młodzież spędza wakacje na różne sposoby – czyniąc i dobro i zło . Dlaczego tak mówię? Bo większość ludzi w Polsce jest ochrzczona, większość młodzieży została włączona do wspólnoty Kościoła, przez co określenie „młodzież chrześcijańska” obejmuje każdego młodego człowieka, który jest ochrzczony. Dopiero w takiej perspektywie możemy analizować sposób spędzania wakacyjnego czasu. Bez podziałów na młodzież ściśle związaną z Kościołem przez Ruch Światło-Życie czy inne wspólnoty oraz na młodzież, która mimo formalnej przynależności do Kościoła Katolickiego udaje, że jej ten „ciemnogród” nie dotyczy. Idąc tym tokiem myślenia jasno widzimy, że młodzież spędza czas zarówno na np. pielgrzymkach jak i kilkudniowych alkoholowych libacjach – w obu przypadkach mówimy o młodzieży katolickiej, więc nie możemy wytknąć tych gorzej postępujących palcem i powiedzieć „oni to robią”. Jesteśmy wspólnotą Kościoła i odpowiedzialność za członków Kościoła, zwłaszcza tych pogubionych powinniśmy brać również na siebie. Tak mówi Pismo Święte: „Prosimy Was bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi!” (1 Tes 5, 14) i w innym miejscu: „Gdyby komuś przydarzył się jakiś upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i Ty nie uległ pokusie” (Ga 6,1). Nie powinniśmy oceniać tych, którzy błądzą – sama jestem tego najlepszym przykładem – jednego roku moim marzeniem było upijać się i taczać w błocie na Woodstoku, a niedługo później dzięki pomocy ludzi żyjących wiarą odkryłam zupełnie nowy sposób spędzania wakacji i doświadczyłam przemiany myślenia. Przyjrzyjmy się jednak tej części katolickiej młodzieży, która świadomie wybrała drogę życia Ewangelią. Przyznam, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, bo większość młodzieżowych wakacji przed nawróceniem spędzałam w duchu tego świata. Jednak z tej wiedzy, którą posiadam i mojego doświadczenia osobistych wyjazdów wynika, że młodzi chrześcijanie uczestniczą w różnego rodzaju wyjazdach, Oazach, pielgrzymkach, Dniach Skupienia, rekolekcjach, spędzają czas łącząc przyjemne z pożytecznym. Korzystają z aktywnego wypoczynku łączonego z rozwojem duchowym, kształtowaniem swojej osobowości oraz relacji z  Bogiem. Oczywiście nie jest tak, że bite trzy miesiące wakacji siedzą w kółku różańcowym, bo sami również organizują spontaniczne wyjazdy w grupie przyjaciół, chodzą na imprezy, nawiązują relacje, przyjaźnie i miłości. Jednak to ma kompletnie inną jakość, ponieważ chrześcijanin idący prawdziwie za Jezusem unika grzechu, przez co wszystko, co robi ma niesamowicie trwałą wartość w świecie duchowym. Taki sposób spędzania wakacji jest wyjątkowy, takim młodym ludziom należy się uznanie i ja osobiście bardzo ich podziwiam i szanuję. To duża odwaga iść pod prąd. Zapytałeś mnie, co sprawia, że chrześcijanie są  wyjątkowi… To poruszanie się w Duchu Świętym, czynienie wszystkiego na chwałę Boga i szukanie Go także w czasie, w którym teoretycznie „ma się wolne”. Z tym, że uczniem Chrystusa się jest, a nie bywa… Zresztą skoro kochamy Go całym sercem (a przynajmniej się staramy),  jak moglibyśmy nie chcieć spędzić właśnie z Nim tych chwil, gdy mamy 24h wolnego czasu do spędzania go z Ukochaną Osobą?

A Ci, którzy zapominają o Bogu lub w Niego nie wierzą, nie mogą się dobrze bawić?

Jest takie fajne zdanie, które gdzieś kiedyś usłyszałam: „nie jesteśmy na tym świecie po to, żeby się dobrze bawić, ale żeby się zbawić”. Oczywiście Zbawienie już się dokonało w Jezusie, żeby nie było, że to od naszego działania zależy Zbawienie, ale w tym zdaniu jest dużo prawdy. Od naszego działania i decyzji zależy bowiem to, czy my to Zbawienie wybieramy, czy olewamy. Czy bierzemy do serca to, że każdy z nas kiedyś spojrzy w oczy Boga, czy może mamy to gdzieś. Także wracając do Twojego pytania – jasne, że każdy może się dobrze bawić. Podejmując jednak działania warto zastanowić się nad ich skutkami w przyszłości. Czy ten rodzaj zabawy mnie nie niszczy? Czy nie niszczy tych, którzy są ze mną? Czy nie zniszczy moich marzeń o pięknej przyszłości? Można nie wierzyć w Boga i naprawdę mądrze i pięknie spędzać czas. Można też być katolikiem, jak wcześniej mówiłam, i narobić tyle zła, że w głowie się nie mieści.

Gdzie zatem jest różnica?

 Wszyscy jesteśmy grzesznikami i każdego dnia, każdemu z nas w jakimś momencie powija się noga. Wyznawcy Chrystusa wiedzą, gdzie mogą szukać ukojenia i Miłosierdzia – w sakramencie pokuty i pojednania. Ci natomiast, którzy o Bogu nie pamiętają lub wypierają Go z życia, próbują się ratować na własny sposób. Z doświadczenia wiem, że człowiek sam sobie nie jest w stanie dać takiego pokoju serca, jaki daje Bóg.

Na co warto zwrócić uwagę podczas wakacji? Na co z reguły nie zwracamy uwagi podczas roku?

Kochasz tworzyć muzykę, ale nigdy nie miałeś na to czasu – teraz masz go pod dostatkiem, działaj! Kochasz malować, ale już jesteś za duży na malowanie obrazków w szkole? Bierz kartkę, farby, idź na łąkę i twórz, jednocześnie się opalając! Uwielbiasz gotować? Może warto w  końcu przeczytać tę książkę z przepisami, którą dawno odrzuciłaś w kąt. Chcesz poznać nowych ludzi? Do dzieła! Możliwości jest naprawdę wiele. Poświęć ten czas na prawdziwy odpoczynek dla twojego zmęczonego ciała, psychiki i ducha. Spróbuj działać tak, by nie zaniedbać się w żadnej z tych sfer. Ciało? Zaserwuj sobie codzienną dawkę ruchu – bądź w tym konsekwentny. Nie zatruwaj się używkami. Spróbuj zdrowo i regularnie jeść (przecież w natłoku spraw po wakacjach często jest nam trudno to osiągnąć). Wysypiaj się. Spędzaj czas na świeżym powietrzu. Dużo się śmiej i bądź z tymi, których kochasz i unikaj tych, którzy wprowadzają niepokój w Twoje życie.

Psychika? Sięgnij po dobre lektury. Może są takie książki, które zawsze chciałeś przeczytać, a wciąż nie miałeś czasu? Może obejrzyj dobry film? Posłuchaj swego serca, przeanalizuj sytuację życiową, w której się aktualnie znajdujesz – może jest coś, co ewidentnie warto zmienić? Jakaś relacja, która Cię niszczy? Jakiś temat, który warto przegadać z przyjacielem? Nie ignoruj tego. Działaj.

Duch? Poświęć regularny czas Bogu, po prostu siedź w Jego obecności. Może warto zacząć czytać Pismo Święte? Może zrób coś totalnie innego niż zwykła codzienna rutynowa modlitwa „do zaliczenia”? Co powiesz na medytację Słowa bądź po prostu zachwycanie się Bogiem w pięknie przyrody podczas wyprawy rowerowej albo samotnych, spokojnych spacerów po parku, bądź opalania na łące? Może warto spróbować częstszego przyjmowania Eucharystii albo dobrze przygotować się do spowiedzi? Bóg naprawdę marzy o spędzaniu wakacji z Tobą i to niekoniecznie w zimnym i ciemnym kościele. Dam Wam przykład. Mój kochany narzeczony zorganizował ostatnio spływ kajakowy. Pływaliśmy dwa dni kajakami, mieliśmy ognisko, świetnie się bawiliśmy, tańczyliśmy do 2 nad ranem. O 6 rano obudziłam się i poczułam piękne, pełne miłości wezwanie, żeby pomodlić się nad brzegiem rzeki. Strasznie nie chciało mi się wstawać, ale to pragnienie w sercu było tak silne, że byłam aż podekscytowana tym, że Bóg tak bardzo chce się ze mną spotkać. Usiadłam na skarpie nad brzegiem rzeki i po prostu patrzyłam na to, co mnie otaczało. Piękne drzewa, spokojnie płynącą rzekę, kwiaty, jasne niebo. Dookoła panowała cisza i słychać było jedynie radosny śpiew ptaków – byłam oszołomiona tym pięknem. Wsłuchałam się we własny oddech i przypomniały mi się słowa, które kiedyś usłyszałam na modlitwie w Medjugorie – „wycisz swoje serce, rozejrzyj się dookoła, wsłuchaj we wszystkie odgłosy, które Cię otaczają i uświadom sobie, że Bóg CHCE, żebyś istniał.”. Rozumiesz? To też jest modlitwa. Spróbuj tego! W każdym czasie Bóg jest z Tobą, więc gdziekolwiek jesteś, pamiętaj, żeby poświecić relacji z Nim trochę czasu. A może zarezerwuj dla Niego cały jeden dzień wakacji?

Warto zwrócić uwagę na to, by w natłoku atrakcji nie zapominać o tym, co najważniejsze.

Czy Woodstock, alkohol, narkotyki mogą być dobrą alternatywą na odwrócenie się od szarej rzeczywistości? Do czego tego typu zabawa może prowadzić? Skąd tak ogromne zainteresowanie  imprezami masowymi u młodych ludzi? Czy naturalnym jest, że seks jest uprawiany jest tam publicznie?

Te „alternatywne sposoby”, które wymieniłeś na początku to żadne odwracanie się od szarej rzeczywistości. To wchodzenie w nią jeszcze głębiej. To taplanie się w, przepraszam za wyrażenie, gównie i udawanie, że nie czuje się smrodu. Pisząc to, wiem o czym mówię, bo miałam z tym wszystkim kontakt w swoim życiu. Doświadczałam dramatu własnego i innych ludzi. Był czas, że planowałam wyjechać na Woodstock, jednak gość, który miał nas zawieźć się zaćpał. Wiem, że na Woodstock nie jeżdżą sami degeneraci i nie można generalizować – jeżeli ktoś jedzie tam posłuchać ulubionych zespołów - super, jednak obserwując to, co się tam dzieje w imię „wolności” stwierdzam, że jest to jakąś wielką ściemą. Nadużywanie alkoholu i branie narkotyków nie jest żadną odskocznią – to pętla, którą zakładasz sobie na szyję. Co do seksu, o którym wspomniałeś – chyba każdy zdrowo myślący człowiek jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie tak samo… Oczywiście, że nie jest to normalne. Naturalne też nie  jest, choć pewnie znaleźliby się tacy znawcy, którzy staraliby się nas przekonywać, że skoro popęd seksualny jest naturalny to i seks z wieloma partnerami też. Upodlenie i traktowanie człowieka jak przedmiotu, odzieranie go z godności jest okrutne i nie różni się wiele w stopniu krzywdzenia od zadawania ran nożem. Te sprawy są w miarę oczywiste. Ważne jest pytanie o motywację młodych ludzi, które zadałeś. Myślę, że my wszyscy – a w szczególny sposób intensywniej doświadcza tego młodzież – szukamy wolności. Jednak dzisiejszy świat daje nam wachlarz zamienników miłości, krzycząc, że to jest właśnie droga do wolności: alkohol, narkotyki, używki, szybki seks, szukanie jedynie przyjemności, bunt przeciwko światu, olewanie wartości, „róbta co chceta”… W Liście do Koryntian Św. Paweł mówi: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę”. (1 Kor 6,12). Zatem tak ważne jest, by uświadomić młodych ludzi, że to, co oferuje świat to szajs zawinięty w kolorowy papierek. To podróbka wolności i miłości. Młodzi ludzie bardzo chcą czuć się wolni – sama byłam w  tym miejscu. Za wszelką cenę pragnęłam być cool i czuć, że nikomu nie podlegam – w około tylko nakazy i zakazy, ze strony szkoły, Kościoła, w rodzinie.. A ja chcę być przecież niezależny… Więc robię coś, co jest poza kanonem zachowań, czuję się fajnie i przez chwilę czuję się naprawdę wolny. Nie wiedząc, że jestem jak ptak, który mógłby latać wysoko, ale na własne życzenie oplata swoje nóżki najpierw cienkimi, później coraz grubszymi sznurkami tak, że w końcu nie jest w stanie latać. Teraz mówię poważnie - wykorzystywać swoją wolność? Tak! Musisz to robić! Ale zastanów się, jak? Do jakiej wolności jesteś powołany? Masz być bohaterem swojego życia, inni mają reagować na Twoje akcje! Ty kreujesz rzeczywistość wokół siebie!  Przemyśl, jak korzystać z danej Ci wolności? Czy wolnością jest WIĄZANIE się nałogami, które im dalej w to brniesz kradną Twoje pieniądze, zdrowie, siły, a w końcu życie? Czy wolnością jest WIĄZANIE się emocjonalnie na całe życie z chłopakiem/dziewczyną, z którymi spędzisz tylko jedną lub kilka nocy? Znamy takie akcje – seks, później ta osoba znika zostawiając w Twoim sercu pustkę, której nie umiesz wypełnić. I choć fizycznie nie ma jej z Tobą, pozostanie z Tobą przez całe życie, a jeżeli to Ty skrzywdzisz taką osobę, to ona nosi tą krzywdę w sobie przez lata…Czy wolnością jest WIĄZANIE się przez seks na całe lata z kimś, bo „wpadliśmy” i teraz rodzice zmuszają nas do ślubu.. A gdzie nasze marzenia o wyjątkowości tego dnia? Przecież nie chcieliśmy takiego scenariusza. Czy wolnością jest WIĄZANIE się niechcianą ciążą, strachem, cierpieniem, lękiem przed odrzuceniem i ocenieniem, WIĄZANIE się bólem aborcji, a dodatkowo WIĄZANIE tego małego dzieciątka życiem bez ojca, bez matki. Wiem, że to skrajne przypadki, ale 15-letnia  dziewczyna bądź chłopak wpadający w wakacyjny romans tak rzadko o tym myślą. Wiem, że pojechałam po bandzie z przykładami, ale o to mi chodziło. Chciałam pokazać te najbardziej destrukcyjne skutki kłamstwa, jakie młodym ludziom podaje świat. Naprawdę trzeba w wolności pomnażać dobro, które jest w nas. Wiele młodych osób szuka miłości. Przychodzi taki moment, że szukanie tego „kogoś” spędza nam sen z powiek i marzymy, żeby już z kimś chodzić – a wakacje to taki sprzyjający temu czas… Mogę z doświadczenia starszej koleżanki, która kiedyś sama marnowała swoją wolność na namiastki „szczęścia’ powiedzieć, że naprawdę warto korzystać z tego, że nie jest się w stałym, poważnym i odpowiedzialnym  związku i rozwijać swoje pasje, talenty, spotykać i poznawać wielu ludzi, poszerzać horyzonty, odkrywać swoje zainteresowania. Naprawdę warto inwestować w siebie, by kiedyś mieć czym zaimponować tej osobie, którą będziemy gotowi odpowiedzialnie pokochać i zainteresować ją sobą. Ja sama doświadczałam takich akcji, że zakochiwałam się w kimś na wakacjach, 2 miesiące za kimś biegałam, a później kończyłam ze zranionym sercem i z poczuciem zmarnowanych 2 miesięcy wolnego, nie wspominając już o procesie „powracania do siebie” po złamanym sercu. Wspominam to z uśmiechem, ale dziś, gdy widzę trochę więcej, dochodzę do wniosku, że to były naprawdę głupoty i marnowanie cennego czasu. Często też właśnie w poszukiwaniu wolności, miłości i akceptacji próbujemy zwrócić na siebie uwagę, żeby „wkręcić” się w jakieś środowisko. Pamiętaj, bądź wolny i mężny! To Ty żyj tak, by inni zabiegali o poznanie Ciebie, a nie bądź jak piesek, który szuka kogoś kto rzuci mu piłkę i dostarczy atrakcji. Pamiętaj, że Bóg kazał nam być współtwórcami rzeczywistości, więc sam organizuj wyjazdy, inicjuj spotkania, akcje, bądź bohaterem swojego życia, a nie marionetką, którą można sterować.

Jaka mogłaby być alternatywa dająca równą, bądź większą przyjemność? Dlaczego jest wciąż tak mało popularna wśród młodzieży?

[koniec_strony]

Alternatywa Woodstoko-alko-narko-podobnych imprez?

Z chrześcijańskich wyjazdów mogę z całą odpowiedzialnością polecić Festiwal Młodych w Medjugorie – odbywa się on pod koniec lipca i trwa mniej więcej do 7 sierpnia. To międzynarodowy zjazd młodych, którzy wspólnie uwielbiają Boga, przeżywają naprawdę niesamowicie piękny czas – sama jestem tam praktycznie co roku i za każdym razem wracam naładowana jak wulkan energii. Poza tym w tym roku w Polsce Światowe Dni Młodzieży – niesamowita sprawa. Wiele pielgrzymek pieszych. Czas na wyciszenie, pokonywanie własnych słabości i poznanie niesamowitych twardzieli. To naprawdę trenuje charakter. Niedaleko Białegostoku, w Hermanówce, odbywają się Charyzmatyczne Dni Młodych  - uczestniczyłam w nich kilka razy i za każdym razem była to prawdziwie jazda bez trzymanki. Poznawanie tego, jaki NAPRAWDĘ jest Bóg jest tak niesamowitym doświadczeniem! Poza tym cudowni ludzie, nawiązane relacje, pokonywanie swoich ograniczeń i ten niesamowity, zupełnie za darmo, pokój serca z jakim się wraca do domu… Bezcenne! Tego jest naprawdę mnóstwo, nie starczy czasu na opowiadanie o wszystkim.Oczywiście nie muszą to być jedynie wyjazdy o charakterze religijnym! Ważne żeby były w towarzystwie ludzi kierujących się podobnymi wartościami i wnoszących wiele do naszego życia. Warto spędzać czas aktywnie – wyprawy rowerowe, kajaki, góry – ponieważ dziś jesteśmy skazani na siedzący tryb życia. Ważne, żeby robić to, co jest zgodne z naszą pasją. Np. jeżeli widzisz, że ktoś pasjonuje się programowaniem, nie każ mu zbierać grzybów w lesie, ale daj mu odczuć, że widzisz i wspierasz jego pasję. Tak samo Ty sam – kieruj się sercem w wyborze rodzaju wyjazdów. Jeżeli coś Ci totalnie nie leży znajdź taką opcję, która uwolni Twój potencjał! Naprawdę jesteśmy stworzeni do wielkich rzeczy! Wakacje są po to, żeby się zregenerować na każdej płaszczyźnie, żeby odpocząć fizycznie i psychicznie. Zatruwanie organizmu używkami, stresem, kłótniami, nerwami, ogłuszanie się głośną muzyką 24h na dobę sprawi, że wrócimy bardziej zmęczeni niż byliśmy zanim wyjechaliśmy na wakacje. Czujemy się zmęczeni, boli nas głowa i potrzebujemy jeszcze więcej czasu na regenerację. Swojego organizmu nie oszukasz – prędzej czy później odmówi współpracy, zacznie źle funkcjonować, dlatego warto dbając o swoje własne zdrowie przemyśleć  kolejne wakacyjne decyzje. Nie uniemożliwia nam to udziału w wyjazdach i dobrej zabawie, ale można np. postanowić, że nie będę pił alkoholu (a przynajmniej przeginał i zapijał się do nieprzytomności)  nie zapalę, nie będę wsuwał 10 paczek czipsów, bo to mi szkodzi. Jeżeli jesteś człowiekiem, który żyje w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem, jesteś pomysłowy, inteligentny, naprawdę nie potrzebujesz niczego więcej, żeby dobrze się bawić. Jeżeli natomiast potrzebujesz zmieniać stan swojej świadomości, żeby nawiązywać przyjaźnie, tańczyć, przeżywać przygody, mówić o tym, co jest w Twoim sercu, wówczas warto zdać sobie z tego sprawę zawczasu – to znaczy, że coś jest nie tak z Twoją duszą, skup się na tym i zmień to w te wakacje, zamiast odurzać się i mówić, że wszystko jest ok. Pokonuj własne słabości. Tu gdzie jesteś, taki jaki jesteś masz  wszystko, żeby dobrze się bawić i odczuwać radość. A jeżeli jesteś w Duchu Świętym to naprawdę większa faza od najlepszej fazy po używkach (jak apostołowie biegali po zesłaniu Ducha Świętego, wszyscy myśleli, że oni są pijani!) – Duch Święty daje odwagę, radość, miłość naprawdę niesamowicie upiększa życie.

Dlaczego to nie jest popularne wśród młodych tak, jak jedna wielka impreza?

Bo dziś to, co prawdziwie wartościowe jest przedstawiane jako nudne, lamerskie i beznadziejne. Jest wyśmiewane i wyszydzane. Ludzie, którzy wyznają w swoim życiu konkretne wartości są pokazywani jako śmieszni i zaściankowi. Jedna wielka antyreklama. Problem w tym, że w świecie szybkiej informacji, w której żyjemy, ludziom nie chce się poświęcać czasu, żeby spróbować samemu poszukać prawdziwych odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Wystarczy nam szybka informacja „Bóg zabrania wszystkiego” i jesteśmy skłonni to łyknąć od razu, nie zastanawiamy się, że może warto to zbadać i sprawdzić. Słyszymy „używaj życia – to szczęście” i idziemy jak te konie z klapkami na oczach za tym hasłem. Nie szukamy odpowiedzi na pytania, a zaspakajamy się hasłami rzucanymi nam w mediach. „Biblia jest dla ciemniaków”, więc opis Miłości w Niej też. Lepiej przeczytać „Cosmopolitan” i dowiedzieć się, jak należy kochać i tworzyć relacje. Myślę, że stąd bierze się uprzedzenie do dobra. Za mało szukamy sami z siebie i wierzymy na ślepo masowym informacjom. Bardziej trendy jest nawalenie się do nieprzytomności niż walka z własnymi słabościami i stawanie się coraz bardziej człowiekiem. Bardziej trendy jest „zaliczenie kogoś” w wakacje, niż prawdziwa walka o drugą osobę i jej szczęście w małżeństwie.  Na szczęście coraz więcej osób włącza myślenie i głęboko wierzę, że w końcu wkurzy nas to, że nami manipulują i zaczniemy szukać Prawdy.

Bardzo dziękuję za rozmowę