Biblista zabrał głos na temat kontrowersyjnego dokumentu za pośrednictwem mediów społecznościowych, zwracając uwagę na czas, w jakim list został opublikowany.
- „Po pierwsze, czy można napisać, że Niemcy to nasi bracia w wierze? Czy można napisać, że wiele wnieśli i wnoszą w chrześcijaństwo? Czy można przypomnieć o tym, że należy ich kochać a nienawiść do nich jest grzechem?”
- pyta kapłan archidiecezji krakowskiej.
- „Można. Tylko lepiej nie robić tego w 1940 roku. Oczywiście przykład jest przerysowany. Ale ludobójstwo w strefie Gazy, atak na Iran, bieda w Libanie, to nie czas, by pisać, jakby największym problemem był antysemityzm. Jeśli nie potrafimy zabrać głosu, gdy pali się las, nie zabierajmy, gdy palą się świeczki”
- dodaje.
Następnie autor zwraca uwagę na dyskusję dot. relacji chrześcijańsko-żydowskich, którą obserwowaliśmy w ostatnim czasie.
- „I to jest najlepsza okazja, by się spotykać, rozmawiać, tłumaczyć, bo wielu i to wcale nie politycznie zakręconych katolików jest zaskoczonych pewnymi interpretacjami. Problemem nie jest Ewangelia, św. Paweł czy Nostra Aetate. Problemem jest interpretacja”
- pisze.
Jako analogię teolog przywołuje dyskusję na temat zapisów Konstytucji dot. małżeństwa.
- „Art. 18 stanowi "małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej". I przez 30 lat rozumiano to tak, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Teraz zaczynają się pojawiać głosy, że nie o to chodzi w tym artykule. Że ten zapis nie zabrania związków partnerskich. Oczywiście, że można to też tak czytać. Jak również, że nie zabrania związku człowieka z czymkolwiek. Tylko, że tego nie było w Konstytucji. No chyba, że są dowody na to, że było”
- pisze.
- „Tak samo z Jezusem. Nie ma zbawienia bez Jezusa. Zawsze tak było. I nie trzeba być Jego świadomym wyznawcą, żeby zostać zbawionym. Tak rozumiano SWII. Ale jeśli ktoś zaczyna inaczej interpretować teksty, to trzeba się spotkać, porozmawiać, zorganizować sympozja, wytłumaczyć sobie nawzajem, jak i co my rozumiemy, bo sprawa jest zbyt poważna, żeby rozgrywała się na poziomie emocjonalnych politycznych przytyków”
- dodaje.
