Józefaciuk przypomniał, że kilka miesięcy temu znalazł się w centrum medialnej burzy po tym, jak w posiedzeniu zespołu parlamentarnego, któremu przewodniczył, uczestniczyła osoba skazana za przestępstwa seksualne. Jak podkreślił, jego reakcja była szybka, a sytuacja wynikała – według jego słów – z wprowadzenia w błąd.
„Pół roku temu zostałem publicznie osądzony za rzekome świadome zaproszenie na zespół parlamentarny osoby skazanej. Zanim ktokolwiek chciał ze mną rozmawiać, zapadły wyroki medialne, polityczne i klubowe” – mówił z sejmowej mównicy.
Polityk zwrócił uwagę na – jego zdaniem – nierówne traktowanie podobnych spraw. „Zostałem napiętnowany szybciej niż sprawdzono fakty (…) później zostałem oczyszczony z zarzutów, ale o tym już była cisza, żadnego ‘przepraszam’” – podkreślił.
Najmocniejsza część wystąpienia dotyczyła jednak odniesienia do afery z Kłodzka, w którą zamieszana jest osoba związana z lokalnymi strukturami politycznymi. Józefaciuk nie krył oburzenia brakiem – jak to określił – reakcji ze strony części środowiska politycznego.
„Dziś mamy sprawę znacznie poważniejszą, dotyczącą współpracy prominentnych polityków z osobami skazanymi za czyny, które wołają o potępienie. I co? I nagle od początku słyszymy ciszę” – mówił.
W dalszej części wystąpienia padły pytania, które wyraźnie wybrzmiały w sali sejmowej: „Ci sami politycy, którzy chętnie mnie oceniali, uciekają od odpowiedzialności. Dlatego pytam: gdzie jest wasza odwaga?”.
Poseł postawił także szerszy problem standardów w życiu publicznym. „Czy standardy (…) mają obowiązywać wszystkich, czy tylko wybranych? Czy oburzenie pojawia się wtedy, gdy wygodniej jest uderzyć w jednego posła, a znika wtedy, gdy sprawa dotyka czołowych środowisk politycznych?” – dopytywał.
Na zakończenie swojego wystąpienia złożył wniosek formalny, wzywając do – jak to ujął – „zakończenia politycznej obłudy w tej izbie”.
