Wiadomości
Miarą sukcesu chrześcijan nie jest narzucenie jednego dyskursu, ani usunięcie ludzi inaczej myślących z przestrzeni publicznej za pomocą decyzji prawnych czy „dożynania watahy” (co często robi druga strona). Nie jest i nigdy nie może być naszym celem także nawet przenośnie rozumiane strzelanie do innych. Przeciwnie naszym celem, zawsze i nieodmiennie, jest ich nawrócenie, doprowadzenie do spotkania z żywym Bogiem, z Chrystusem, który jako jedynym ma moc odmiany serca. I dlatego prawdziwym sukcesem wspólnoty Kościoła byłoby, gdyby za rok, dwa albo dziesięć Wojciech Maziarski, Magdalena Środa czy Kazimiera Szczuka powrócili (a może weszli po raz pierwszy) do Kościoła, przyjęli wiarę i zaczęli z mocą (choćby na Frondzie) głosić, że to Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem. Sukcesem byłoby, gdyby Andrzej Morozowski czy Monika Olejnik (przy całej mojej dla nich prywatnej sympatii) odkryło, że wiara jest prawdziwym życiem, tak jak zrobiła to Agnieszka Chylińska.