Wiadomości
Co jakiś czas homoseksualni aktywiści biorą sobie na sztandary kogoś znanego z tego, że jest znany, czyniąc go swoistym głosem ludu. Nie byle jakiego, bo ludu domagającego się legalizacji „małżeństw” homoseksualnych. A to córka znanej reżyserki przyzna się do tego, że zakochała się w kobiecie (przy okazji plując na chrześcijaństwo), a to jakiś poseł, który swojej orientacji zawdzięcza miejsce w Sejmie, tudzież radny, który chętnie na Wiejskiej by się zadomowił. Co pewien czas, ktoś znany robi z wielkim hukiem tzw. coming out. Przy okazji użala się na to, w jakiej to ciężkiej sytuacji znajdują się geje, popluje nieco na winny temu Kościół i po jakimś czasie mało kto o nim pamięta. Efekt jest jednak taki, że w główce przeciętnego odbiorcy (który z rzadka kala medialne newsy własną refleksją) pozostaje obraz prześladowanych homoseksualistów, których tak w ogóle, jest wśród nas coraz więcej i więcej.