Mroźny wieczór, w tle słychać kolędy, gromadzą się ludzie, a pod ich stopami rozpościera się biała pierzna śniegu. Pięknie zastawione i udekorowane stoły, gromadzący się ludzie. Ludzie, którzy zaraz będą wspólnie śpiewać, dzielić się opłatkiem, składać życzenia i wymieniać kurtuazyjne rozmówki o niczym, pozbawione wszelkiego znaczenia i sensu. Ot, taki urok kurtuazji.
Pewnie wszystko przebiegałoby zgodnie z tym sielskim scenariuszem, gdyby nie gazowane napoje cytrynowe, które zasiały w mieszkańcach Radomia taką pokusę, że postanowili wszystko zagarnąć "za pazuchę", tym samym sprawdzając pojemność swoich kieszeni i toreb. Prym wiodła w tej dziedzinie pewna starsza pani, która zebrała trzy napoje. Warto nadmienić, że zgarniając trzeci, popisała się koordynacją ruchową godną Marcina Gortata, z równą gracją wygarniającego piłki swoim rywalom z NBA.
I tak, miłośniczka gazowanych napojów cytrynowych zyskała sobie grono wielbicieli na portalach społecznościowych, a memy z "chytrą babą z Radomia" powstają jak grzyby po deszczu. Portal natemat.pl uznał nawet wydarzenie za tak doniosłe, że postanowił potraktować go jako przyczynek do debaty o biedzie w Polsce.
Nie słyszałem jednak o ludziach, którzy przemierając głodem, zabijają się o napoje gazowane. Słyszałem jednak wiele o ludzkiej pazerności, która niestety w naszym pięknym kraju często daje o sobie znać. Tak jak w jednej ze scen filmu Marka Koterskiego "Dzień Świra", w której politycy wyszarpują sobie polską banderę, aby ostatnie ją podrzeć. Każdy chciał urwać coś dla siebie...
"Nie ma przypadków są tylko znaki". A jak wiadomo, okres Bożego Narodzenia obfituje w symbole.
Aleksander Majewski
