Co jakiś czas homoseksualni aktywiści biorą sobie na sztandary kogoś znanego z tego, że jest znany, czyniąc go swoistym głosem ludu. Nie byle jakiego, bo ludu domagającego się legalizacji „małżeństw” homoseksualnych. A to córka znanej reżyserki przyzna się do tego, że zakochała się w kobiecie (przy okazji plując na chrześcijaństwo), a to jakiś poseł, który swojej orientacji zawdzięcza miejsce w Sejmie, tudzież radny, który chętnie na Wiejskiej by się zadomowił. Co pewien czas, ktoś znany robi z wielkim hukiem tzw. coming out. Przy okazji użala się na to, w jakiej to ciężkiej sytuacji znajdują się geje, popluje nieco na winny temu Kościół i po jakimś czasie mało kto o nim pamięta. Efekt jest jednak taki, że w główce przeciętnego odbiorcy (który z rzadka kala medialne newsy własną refleksją) pozostaje obraz prześladowanych homoseksualistów, których tak w ogóle, jest wśród nas coraz więcej i więcej.
Jeden z anglikańskich pastorów – co po ich rozmaitych wyczynach jakoś mocno mnie nie dziwi – sięgnął jednak po cieżką artylerię, próbując z Jezusa zrobić orędownika tęczowej sprawy. Wielebny Glynn Cardy z kościoła St Matthew-in-the-City (Auckland) umieścił przed świątynią ogromny billboard, przedstawiający Dzieciątko Jezus w żłobku. Problem w tym, że mały Jezusek ma na główce tęczową aureolkę, a napis z plakatu głosi: „"It's Christmas. Time for Jesus to come out" ("To Boże Narodzenie. Czas, by Jezus się ujawnił"). I chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, jakiego charakteru ma być ten świąteczny coming out Syna Bożego.
Jak czytam w „Wyborczej”, rzecznik tęczowej parafii zapewnia, że billboard ma być przyczynkiem do dyskusji na temat orientacji seksualnej Jezusa oraz głosem w debacie na temat legalizacji małżeństw homoseksualnych, która od dłuższego czasu toczy się w Nowej Zelandii.
Pastor kościoła St Matthew-in-the-City jest przekonany, że jego plakat nie tylko wkurzy odbiorców, ale skłoni ich do refleksji. „Być może zaczną wyobrażać sobie Jezusa jako człowieka, który ma takie same problemy jak wielu z nas - także ze swoją seksualnością. Nie chodzi tu jednak o obrażanie uczuć religijnych poprzez robienie z Jezusa geja” - czytamy w „Gazecie”.
Dla twórców plakatu w sumie nie jest istotne to, czy Jezus był gejem, czy nie był. Byle tylko „użyć” Go do promowania własnych, zgubnych zresztą, idei. Najbardziej żałosne jest jednak to, że wielebni stawiają się w pozycji Pana Boga, twierdząc, że „gdyby Jezus żył tu i teraz, zapewne wstawiłby się za często dyskryminowanymi i szykanowanymi gejami”. Anglikanie z St Matthew-in-the-City uważają, że Pan Jezus nie nauczał nic o homoseksualizmie bo... więcej czasu poświęcił nauce o zagrożeniach związanych ze zbytnim bogactwem. Przyznam, daleko idąca interpretacja.
Cóż, na szczęście Jezus gejem nie był, więc możemy być spokojni – w Święta jedynym coming outem, jakiego możemy się spodziewać, będzie fakt, że Słowo stanie się Ciałem.
Marta Brzezińska
