Wiadomości
Zacznę od anegdoty, którą na rekolekcjach dla księży opowiadał ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski. Oto zaproszony do filharmonii prosty człowiek wyznał na koniec, że nie potrafiłby tak pięknie zagrać na żadnym z instrumentów, co najwyżej mógłby chyba „machać patyczkiem, jak ten pan” – tu wskazał na dyrygenta z batutą. Czasem myślę, że podobnie łatwe wydaje się wielu ludziom, także duchownym, funkcjonowanie mediów i ich obecność w mediach. Ot, zwykłe mielenie językiem i robienie dobrych min. Przecież wyjście na ambonę niczym się nie różni od stanięcia przed kamerą, a napisanie artykułu od redagowania parafialnych ogłoszeń. Pozornie! Bo w odbiorze medialnego przekazu ważne jest jednak nie tylko, co i jak się mówi, ale również gdzie się mówi. Duchowny w niekościelnych mediach nie jest u siebie i uczestniczy w tańcu do cudzej muzyki. Nieświadomy sposobu działania mediów staje się mimowolnie „pożytecznym idiotą”, który uwiarygodnia antykościelną propagandę, a z czasem zaczyna kwestionować nauczan