- Zarządziłem otwarcie śledztwa. FBI współpracuje z ministerstwem sprawiedliwości, by sprawdzić, czy w aferze związanej z IRS zostało złamane prawo - powiedział szef resortu sprawiedliwości, Eric Holder pełniący także obowiązki prokuratora generalnego.

Wcześniej o samych doniesieniach wypowiedział się prezydent Obama, który powiedział, że jeśli się one potwierdzą "to jest to oburzające i nie powinno mieć miejsca".

Media dotarły do projektu raportu z audytu inspektora generalnego ministerstwa skarbu. Wynika z niego, że specjalny oddział IRS, zajmujący się organizacjami pozarządowymi, przy kontrolach skarbowych stosował kryterium ideologiczno-polityczne, a praktyki te nasilały się podczas kampanii wyborczych w 2010 i 2012 r.

Do kontroli oddział wytypował 298 organizacji, z czego aż 72 miały w nazwie "Tea Party", a 12 słowo "patriot". Uważa się także, że szczególnemu nadzorowi poddawane były te podmioty, które krytykowały rząd za niewłaściwe gospodarowanie pieniędzmi i te których celem była "edukacja Amerykanów o konstytucji".

O całej sprawie wiedzę mieli mieć wysocy urzędnicy IRS w połowie 2011 r. co oznacza, że zapewniający blisko rok później w Kongresie szef IRS, że praktyki takie nie miały miejsca, mógł mijać się z prawdą.

Audyt zarządzono, po skargach członków oddziałów Tea Party, którzy skarżyli się na domaganie się od nich zbyt szczegółowych informacji, m.in. listy wszystkich darczyńców.

Biały Dom ustami rzecznika zapewnił kolejny raz, że nie miał nic wspólnego ze sprawą.

Postępowanie IRS wywołało powszechne oburzenie. Szczególnie krytyczne głosy słychać wśród Republikanów. Na ich wniosek Kongres powołał już kilka komisji parlamentarnych, które zbadają postępowanie IRS. Republikanie zamierzają ustalić, kto dokładnie odpowiadał za zainicjowanie działań.

Skandal skandalem, ale czy w Polsce przy obecnych standardach, w analogicznej sytuacji, komisja śledcza miałaby szansę powstać?

MCC/tvn24.pl