Wiadomości
Walsh nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że powodem, dla którego Armstrong mógł przez wiele lat zwodzić kibiców, była właśnie słabość mediów, które zamiast poszukiwać prawdy i prezentować ją odbiorcom wolały skupić się na opowiadaniu bajek. I to mimo że już w czasie pierwszego zwycięskiego dla Amerykanina wyścigu było wystarczająco dużo przesłanek, by postawić zarzut dopingu. Tak się jednak nie stało, a dziennikarze, którzy mieli podejrzenia i pisali o nich, nie byli dopuszczani do kolarza, pozbawiano ich pracy i określano ludźmi „chorymi z nienawiści”. Branża dziennikarska nie miała ochoty mierzyć się z prawda, bo ta wymagała od niej nie tylko zaangażowania, ale i odwagi zmierzenia się z prawnikami, a odbiorcy nie chcieli słuchać o problemach, bowiem niszczyło to piękną bajkę o chorym na raka kolarzu, który najpierw wygrał z chorobą, a potem wielokrotnie wygrał Tour de France.