Chaotyczna akcja ratunkowa. Ministerstwo zdrowia powinno odpowiedzieć za to!
"Dziennik Łódzki" ujawnia, jak wyglądała sytuacja podczas akcji ratowniczej na S8. "Dyspozytor łódzkiego pogotowia przyjął zgłoszenie o 23.31, jednak zamiast od razu wysłać karetkę, to operatorem CPR dyskutował przez kilka minut o tym, gdzie naprawdę miał miejsce wypadek. Panowie nie wiedzieli nawet, czy do tragedii doszło na A2 czy na S8. Nic więc dziwnego, że na miejscu rozpętał się chaos". Później jak już dyspozytorzy sobie pogawędzili wysłano karetkę o która zjawiła się na miejscu katastrofy o 23.57 czyli 26 minut po wypadku. Zespół ratowników od razu powiadomił bazę o 7 rannych: "Mimo bardzo trudnych warunków atmosferycznych (bardzo gęsta mgła, widoczność ok. 0,5 m) ocenił miejsce zdarzenia, wstępną ilość osób poszkodowanych, obszar zdarzenia. Zebrane informacje zostały przekazana do CPR–Łódź. Następnie zespół przekazał koordynowanie medycznymi czynnościami ratunkowymi lekarzowi ze specjalistycznego zespołu ratownictwa medycznego ze Skierniewic - tłumaczy "Dziennikowi Łódzkiemu" D