A ta jest absolutnie jednoznaczna. Barroso w czasach swojej młodości był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu. I nie tylko nigdy nie rozliczył się z przeszłością, ale nadal nie widzi najmniejszych powodów do tego, by się swojej przeszłości wstydzić. - Nie wstydzę się tego, co robiłem, gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach. Teraz jestem umiarkowany, ale myślę, że został mi ten sam entuzjazm – opowiadał w 2004 roku.
I aż trudno nie zadać pytania, czy chodzi mu o entuzjazm maoistów, którzy mordowali wszystkich tradycyjnie nastawionych Chińczyków? A może o ten, który pozwała na zamykanie w obozach do reedukacji każdego, kto miał wyższe wykształcenie? Może też pozostał mu entuzjazm tych, którzy wymordowali dziesiątki milionów niewinnych? Te pytania trzeba zadawać, bo jest absolutnym skandalem, że zwolennicy zbrodniczych ideologii, które pochłonęły dziesiątki miliony ofiar nawet nie próbują się rozliczać ze swoją przeszłością. I nie chodzi o to, żeby na zawsze pozostali oni pod stygmatem swojej przeszłości, ale by jasno powiedzieli, że byli wyznawcami zbrodniczej ideologii, i że się tego wstydzą.
Zwolennikom zaś doktoratu honoris causa UJ dla Barroso trudno nie zadać pytania, czy zgodziliby się na to, aby doktorat taki otrzymał ktoś, kto w młodości był członkiem partii nazistowskiej, i kto zapewniły, że nie wstydzi się tego, co robił, i pozostał mu ten sam nazistowski entuzjazm? Ja bym nie chciał, żeby polskie uniwersytety przyznawały honorowe doktoraty takim gościom... I cieszę się, że UJ znalazł w sobie dość odwagi, by podjąć taką a nie inną decyzję. Profesorom, którzy odrzucili propozycję serdecznie gratuluję!
Tomasz P. Terlikowski
