Wiadomości
Generał Kiszczak nie był byle kim. Jakimś zwykłym, peerelowskim kacykiem, czy brutalnym, esbeckim siepaczem z listu Michnika w latach 80 (Michnik wówczas napisał z więzienia obelżywy list do Kiszczaka, podniosły i egzaltowany, którym sympatycy się zachwycali, a z którego, dla mnie, wiało nieznośnym fałszem). Powiedzmy to sobie jasno i otwarcie: generał Kiszczak był mistrzem w swoim szpiegowskim, bezpieczniackim fachu. Był wielkim bezpieczniakiem. A tyle razy mówiono mu: Czesiu ty się jeszcze doigrasz… No zamknijże tę hołotę. Ty nie słyszałeś jak oni obelżywie mówili o tobie? Czy ty aby dobrze rozumiesz czego oczekują od ciebie radzieccy towarzysze? A Czesław uśmiechał się półgębkiem i swoje wiedział. Aktywa się gromadzi, aktywów się nie wyrzuca. Nie zużywa się ich też bez potrzeby. Stąd jak perły z korony, jak klejnoty w szkatułce gromadził swoich najlepszych agentów i swoje najmocniejsze „kompromaty”. I nie palił ich nigdy.