Świadectwo. Cudowne łaski uzyskane dzięki Koronce do Krwawych Łez Maryi
Nazywam się Anh Thu Phan. Oto moje świadectwo.
Kategoria
Podkategoria: Świadectwo
Nazywam się Anh Thu Phan. Oto moje świadectwo.
Swoje świadectwo dedykuję wszystkim, którzy określają siebie jako "wierzący, ale niepraktykujący". Przez wiele lat sam mówiłem o sobie właśnie w ten sposób. Szedłem w złym kierunku, bo w istocie byłem zamknięty na działanie Boga. Teraz, mając już 30 lat, czuję się jak raczkujące niemowlę w nowej rzeczywistości świata, którą otworzył przede mną Pan Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, Królowej Polski z Jasnej Góry.
W 1975 roku wyszłam za mąż. W tym miejscu dodam, że razem z mężem nie byliśmy katolikami. Po upływie jednego roku urodziłam syna. Trzy lata później chciałam mieć drugie dziecko. Tym razem nie mogłam zajść w ciążę tak łatwo, jak za pierwszym razem. Byłam bardzo niespokojna ponieważ czułam tykanie mojego biologicznego zegara.
Byłam ochrzczona i wychowywana w wierze katolickiej. Jednak śmierć mojej matki i ostra kłótnia pomiędzy mną a kapłanem sprawiły, że odeszłam od Kościoła w 1987 roku. Stałam się niepraktykującą katoliczką. Tak było przez wiele lat. W tym czasie wyszłam za mąż. Urodziłam dwoje dzieci. Pewnego dnia w pracy dowiedziałam się o planowanej redukcji etatów. Istniało ryzyko utraty pracy przeze mnie. Wtedy powróciłam do Kościoła.
Nazywam się Dawn Hausmann. Pochodzę z miejscowości Irish Hills of Brooklyn w stanie Michigan. Byłam wychowywana w wierze katolickiej. Chodziłam do szkoły w mieście Columbia Central. Uprawiałam sport i spotykałam się z przyjaciółmi. Jednak w szkole średniej Bóg nie odgrywał takiej roli jak w dzieciństwie. Zawsze czułam, że Jezusa patrzył na mnie z dystansu. To sprawiło, że zeszłam na manowce. Nie byłam taką katoliczką, jaką powinnam być.
W 1969 roku, mając siedemnaście lat zaszłam w nieplanowaną ciążę. Jednocześnie nie miałam świadomości, że pod moim sercem rozwijało się nowe życie. Niestety kiedy byłam w 6 miesiącu ciąży poroniłam z powodu konfliktu serologicznego. Znalazłam się na oddziale pomocy doraźnej. Tam urodziłam mojego martwego synka, którego potem pochowałam na cmentarzu. Lekarz potraktował mnie lekceważąco i z takim wstrętem, jakbym miała trąd.
Nazywam się Pati Smith. Mieszkam w miejscowości DeFuniak Springs w stanie Floryda.
Od dziecka (a konkretnie od pierwszej klasy szkoły podstawowej) chciałem zostać księdzem. Jednak kiedy poszedłem do szkoły średniej przestałem myśleć o kapłaństwie. Chodziłem do kościoła na msze w każdą niedzielę ponieważ rodzice mnie zmuszali. Po ukończeniu szkoły średniej zaciągnąłem się do wojska. Byłem żołnierzem przez 3,5 roku. W tym czasie brałem udział we mszy świętej nie z przymusu. Jednocześnie śpiewałem w chórze kościelnym i byłem zaangażowany w kilku ruchach katolickich. Stacjonowałem w jednostce wojskowej na Hawajach. Tam poznałem wspaniałego kapłana, ks. Lee Hightower'a. To on sprawował nade mną opiekę duszpasterską i przygotowywał mnie do kapłaństwa. Często mi mówił, że w przyszłości będę księdzem, a ja mu odpowiadałem, że nie. Ksiądz Hightower bawił się ze mną w taki sposób. W nocy dzwonił do mnie i mówił mi: „Eric, w przyszłości będziesz księdzem” i natychmiast się rozłączał. Na ten telefon oddzwaniałem i odpowiadałem: „Nie, nie będę” i odkładałem słuchawkę.
Kiedy miałam dziewięć lat byłam na kolonii podczas wakacji. Pewnego dnia miałam wypadek – spadłam z konia podczas jazdy i złamałam rękę. Musiałam udać się do lekarza. Rodzice przyjechali do obozu i zabrali mnie do domu. Powiedziałam, że bardzo boli mnie ręka, ale podczas jazdy miałam wrażenie, że moje zdrowie wcale ich nie obchodziło. Przyjechaliśmy do domu. Usiadłam na kanapie, a rodzice naprzeciwko mnie. Mama i tata powiedzieli mi, że zamierzają rozwieść się. Dowiedziałam się, że mama zdradzała tatę.
Kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam uczestniczyć we mszy świętej. Pamiętam byłam bardzo podekscytowana, kiedy ksiądz podnosił Hostię lub kielich, a ministranci dzwonili dzwonkami. Często bawiłam się w „księdza”, odprawiając „msze” przy pomocy ciasteczek i soku z winogron. Wiara odgrywała szczególną rolę w moim życiu. Niestety w okresie dorastania spychałam Pana Boga na margines mojego życia. Kiedy miałam dwadzieścia lat dostałam się na studia. Wtedy odeszłam od Kościoła Katolickiego. W tym samym czasie uczęszczałam na spotkania psychicznego kanałowania, które prowadził członek Kościoła New Age. To, co na początku było zaspokojeniem ciekawości w miarę upływu czasu stało się częścią mojego życia. Brałam udział w zajęciach przepowiadania przyszłości, uzdrawiania psychicznego i innych formach New Age, które były rytuałami okultystycznymi i formami wróżbiarstwa. Nie miałam pojęcia jak niebezpieczne są te praktyki dla duszy.
Nazywam się Weronika. Jestem katoliczką. Oto moje świadectwo.
Było to w 1970 roku. Miałam 19 lat. Chodziłam z chłopakiem, z którym miałam swój „pierwszy raz”. Potem okazało się, że zaszłam w nieplanowaną ciążę. W tym czasie aborcja była nielegalna, ale mój chłopak dowiedział się, że w stanie Nowy Jork była legalna. Chociaż nie wiedziałam co oznacza słowo: aborcja to powiedziano mi, że „wybór” należał do mnie. Poleciałam samolotem do Nowego Jorku. Podczas lotu poczucie wstydu narastało w moim sercu. Byłam w 20 lub 22 tygodniu ciąży.
Nazywam się Jacob. Chcę podzielić się z wami łaską, którą otrzymałem przez wstawiennictwo św. Judy Tadeusza.
Jestem poślubiona Jezusowi – świadectwo dziewicy konsekrowanej
Jak to możliwe, że maleńkie dziecko, którego życie stoi pod znakiem zapytania, pokonuje chorobę i pomimo znaczącego uszkodzenia mózgu, ku niedowierzaniu lekarzy, zaczyna się normalnie rozwijać? Jak wytłumaczyć, że po poważnej chorobie znikają wszelkie ślady? Historia Agatki wydarzyła się naprawdę i poruszyła do głębi nie tylko jej głównych bohaterów – pisze Aleksander Majewski.