Szokujące
Dwie budzące grozę relacje, wobec których trudno pozostać obojętnym. Pierwsza pochodzi z polskiego Wybrzeża, pacyfikowanego w grudniu 1970 przez milicję i wojsko pod wodzą Jaruzelskiego za rządów Gomułki. Druga - sprzed paru dni z łukaszenkowskiej Białorusi, gdzie ministrem spraw wewnętrznych jest pochodzący z Władykaukazu Jurij Karajew, absolwent kształcącego sowieckie służby Instytutu im. Dzierżyńskiego w Saratowie. Wydarzenia dzieli pół wieku. Reżim PRL i reżim łukaszenkowski, obydwa stworzone przez ludzi sowieckich. Obydwa oparte na kłamstwie i zbrodni. Pamiętamy.