Czarnecki: Prezydencja w cieniu nowego rządu
Polskie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej dobiega końca. Zapewne nikt go nie zapamięta. Polska nie wyszła z żadną oryginalną inicjatywą, powtarzając jedynie to, co od dawna było już częścią agendy UE. Nasza prezydencja ograniczyła się do administrowania Unią Europejską, a nie zarządzania nią. Polska nawet nie próbowała być liderem czy jednym z liderów Unii. W rzeczywistości Warszawa automatycznie akceptowała wszystkie pomysły Berlina czy Paryża (lub: Berlina i Paryża), nawet nie starając się na nie wpływać. Polska prezydencja była bierna, pasywna, wręcz wycofana. Nawet najwięksi chwalcy szefa rządu RP, nie mogą powiedzieć, że przez te pół roku Donald Tusk starał się zostać europejskim mężem stanu czy choćby liderem europejskiej opinii publicznej. Jednocześnie jestem pewny, że nasza prezydencja w Radzie UE będzie… chwalona. Dlaczego? Bo dla innych krajów członkowskich Unia przywykła do tego, że każde państwo wykorzystuje prezydencję do narzucenia de facto własnych interesów. Było